Z diariusza Pana Dariusza: Majówka z tygrysami

To od lat nowa tradycja narodowa. Spędzanie majówki. Powinna być długa, dni wolne od pracy muszą mieć dobry rozkład (jak najwięcej!), pogoda ma sprzyjać, a atrakcje i miejsca – muszą być na maksa wypasione. No i musowo grill. Rodacy polubili fundować sobie rokrocznie taki majówkowy dzban pełen szpanu.

Sami przyznajcie – majówka 2020 taką być nie mogła. Rozkład wolnych dni mało atrakcyjny, ponure niebo i wszędzie wokół czyhający koronawirus, który ograniczył ruch drogowy, towarzyskie kontakty, zamknął hotele, odwołał koncerty i inne atrakcje, przygasił grille. Też musiałem mocno zweryfikować majówkowe ambicje, które przewidywały wyjazd na świętokrzyską wieś.

Majówkę spędziłem w domu, w ekranowej formie zapraszając do towarzystwa stado tygrysów i ich króla, niejakiego Joe Exotica. Skoro już, jak wiecie, do Ameryki nie poleciałem – poznaję wirtualnie jej pejzaże i kulturę. Tak się akurat złożyło, że w globalnej wiosce triumfy święci serial Król Tygrysów, który wylądował nawet na 1 miejscu listy przebojów Netflixa. W sukcesie serialu nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jest to serial dokumentalny, więc nie klasyczna fabuła, w której trup ściele się gęsto, krew leje obficie, emocje sięgają zenitu, gra aktorska fascynuje. Z czego się więc wzięła nadzwyczajna popularność tej akurat produkcji? I czy na nią zasługuje?

Obejrzałem wszystkie siedem odcinków i nie potrafię satysfakcjonująco Wam odpowiedzieć. Dzieło całe streszczając: tytułowy bohater, ukrywający się pod pseudonimem Joe Exotic oraz samozwańczym tytułem Króla Tygrysów, prowadzi ogród zoologiczny dla tygrysów w Oklahomie. Małe tygryski ściągają tłumy i są źródłem sporych zysków, gdy dorastają – stwarzają problemy. Problemy stwarza też sam Joe Exotic (także: Joseph Allen Maldonaldo – Passage vel Joe Schreibvogel), który chce być tego ZOO atrakcją największą. A powinniście wiedzieć, że pięćdziesięcioparoletni Joe jest introwertykiem i ekstrawertykiem, nerwusem i wrażliwcem, biznesmenem sukcesu i upadku, tygrysofilem, kolekcjonerem mężów, wrogów i wielbicieli, artystą country, prezenterem telewizyjnym, przewodnikiem, przestępcą, a był też poważnym kandydatem na gubernatora stanu i mniej poważnym na prezydenta USA.

Obecnie Joe jest więźniem i jednym z największych medialnych bohaterów USA, o którym filmy i teledyski kręcą. Światowe media poinformowały właśnie, że wykorzystując falę popularności dokumentu Netflixa, postanowiono nakręcić pełnometrażową, wieloodcinkową fabułę TV, z Nicolasem Cagem w roli Króla Tygrysów.

Joe i jego tygrysy mają więc swoje pięć minut w światowej kulturze, choć przyznajcie – nie jest to kultura najwyższych lotów. Ta amerykańska zafascynowała przecież świat m.in. takimi zjawiskami, jak jazz, blues, country, film czy literatura. Mocno powątpiewam, by „tygrysomania” z wątpliwej jakości bohaterem zasługiwała na aż takie uznanie świata.

Pożegnałem więc tygrysy i powróciłem do lektury. Tym chętniej, że w dziedzinie preferowanej przeze mnie literatury sensacyjnej pojawiło się nowe nazwisko. To włoski, niespełna 40-letni autor Luca D. Andrea, który pisaniem postanowił dorobić do nauczycielskiej pensji. Ma już na koncie młodzieżową fantastykę (trylogia Wunderking), scenariusz filmowy, teraz wziął się za thrillery. Przypadkiem trafił w me ręce najnowszy Lissy i tak mnie wchłonął, że po lekturze sięgnąłem po debiut Andrei w tej dziedzinie – Istota zła. Obie książki cechuje niezwyczajnej jakości pisarski warsztat. Jakże odmienny od tego, który upowszechniają popularni autorzy tego gatunku, zalewający rynek kolejnymi tytułami. Język włoskiego autora, fabuła i narracja jego książek – są dalekie od tej przeciętności i bylejakości. Czytajcie więc Luca D. Andrea, którego książki są w katalogu Biblioteki Kraków.

Dariusz Łanocha

#diariuszDariuszazKFK

 

Social media
Szukaj...
Skip to content