Z diariusza Pana Dariusza: Muzyka nie jest dobra na wszystko

Opędzić się nie mogę. Dzwonicie, mejlujecie, nawet w maseczce na ulicy rozpoznacie. Na Instagramie, na fejsie, na Tik-toku, na Twitterze, na polu, na rowerze – wszędzie mnie pytacie. A widziałeś? A widział Pan? A co Pan o tym sądzi? Jak to wypadło? No, przecież to takie ważne wydarzenie. Dla świata, dla kultury, dla Polski, dla nas i dla mas.

Nie, nie chodzi o wybory. Podmiotem kulturalnego zainteresowania jest tym razem serial Eddy, produkcja Netflixa. Znaczącą rolę powierzono w nim polskiej aktorce, Joannie Kulig. Joasia ma być kolejną z tych Polek, które w końcu podbiją ten cały Hollywood i dadzą aktorskim kunsztem dowód światu, że Polska to kraj talentami wypełniony. Talentami na miarę Julii Roberts, Jane Campion, Elizabeth Taylor, Halle Berry czy nawet Meryl Streep. Próbowały już ten Hollywood ujarzmić i do wielkości polskiego aktorstwa przekonać m.in. Elżbieta Czyżewska, Joanna Pacuła, Weronika Rosati, Alicja Bachleda-Curuś, no, wiele tych kobiet było. Już, już witały się z gąską, już, już szykowano dla nich Oscary. I następował ten rach, ciach. I było po światowej karierze. By o seksizm nie być posądzonym, od razu zaznaczam, że i facetom naszym w Hollywood się nie powodziło, choć próbowali i Olbrychski, i Cybulski, i wielu innych. Niemałą zawieruchę w tych podchodach wywołał ostatnio Rafał Zawierucha, któremu powierzono rolę Polańskiego w filmie samego Quentina Tarantino Pewnego razu w Hollywood. Realia szybko ambicje zweryfikowały. Gwiazdorska zawierucha trwa na ekranie całe 20 sekund i nie są to sekundy, które przejdą do historii kina, choć życiu aktora Zawieruchy z pewnością będą już wiecznie towarzyszyły.

Całkiem daleko, dosłownie i w przenośni, w Pociągu do Hollywood dojechała Katarzyna Figura. Zagrała w Prêt-à-Porter u Roberta Altmana jedną ze znaczących ról, pojawiła się w kilku innych zagranicznym filmach. Wspominam Figurę nie bez powodu. Przyznam się Wam, że oglądając Eddy’ego, na naszą Joasię Kulig spoglądając, na jej wyczyny aktorskie i śpiewne – ja cały czas w pamięci i oczach tę naszą Kasię Figurę, z 1987 roku, z tego Pociągu do Hollywood miałem. Aż tak są do siebie te kobiety podobne. W tej młodzieńczej agresji, piękności, ambicji, wobec świata naiwności. I w głosowej chrypce, i w obfitości tej dorodnej piersi – też są do siebie podobne. Krótko więc sumując wiele cech wspólnych łączy Katarzynę Figurę z Joanną Kulig. Bufetowa Mariola Wafelek (Figura) z Pociągu… pisała listy do Billy’ego Wildera z nadzieją na karierę w Hollywood, Maja (Kulig) w Eddym oddaje swój talent, głos, emocje i ciało, byle tylko zostać nową Arethą Franklin.

Uprzedzam Was od razu. Eddy to serial muzyczny. Od kadru pierwszego, od dźwięku usłyszanego – nóżki i usta nasze pracować zaczynają. Swingujemy, rapujemy, bluesujemy. Nie ma się czemu dziwić, skoro rzecz całą wyreżyserował Damien Chazelle, mający na koncie muzyczne filmy z sukcesami. W oscarowym La La Land zabrał nas do świata musicalu, w nagradzanym Whiplash – do świata perkusji. Tym razem wziął na warsztat jazz, który z amerykańskiej kolebki przeniósł do wielokulturowego Paryża. Tam też się fabularnie poruszamy.

Muzyka w tym Paryżu jest wszędzie i w każdej formie. Słyszmy i oglądamy ją w metrze, na deptaku, na weselach i pogrzebach, na ulicy. Dudni w słuchawkach na skuterze, podczas joggingu, w trakcie policyjnych przesłuchań i podczas seksu. Wszyscy w tym serialu grają, słuchają, żyją muzyką i z muzyki. Choć nie zawsze im się to udaje. Bo jak Eddy widza bardzo skutecznie przekonuje, życie muzyką muzyków z muzyki – usłane różami nie jest. Wprost napiszę: bardzo biedne i mocno skonfliktowane jest to życie. I o tym jest ten serial. O mocno pogmatwanych losach, o talentach i ambicjach biednych muzyków z wielu krajów i kultur, których los zetknął w jednym małym paryskim klubie, jednym zespole. Joasia jest jedną z nich, emigrantką z Polski, która ma talent i głos, warte zaprezentowania, sławy i pieniędzy. Filmowa Maja jest bohaterką odcinka piątego i tam jest jej najwięcej, gdyż każdy z odcinków tego serialu poświęcony jest jednej osobie, choć wszyscy współgrają w pozostałych. Świat o tym, że Maja jest Polką łatwo może się przekonać, gdyż z ekranu wielokrotnie słychać swojskie przekleństwo na „k”.

Też go, przyznam Wam się, w trakcie oglądania używałem. Wbrew szumnym zapowiedziom, Eddy nie jest bowiem produkcją powalającą i widza wciągającą. Akcja wartką nie jest, ten serial snuje się tak od odcinka do odcinka, od pierwszego do ósmego. I choć zdarzają się w tych odcinkach dramatyczne sytuacje i sceny, to jednak nie na tyle intrygujące, by koniecznie chciało się chcieć wiedzieć, co będzie dalej. Serial Eddy ratuje więc muzyka, nią się radować możemy i ona nie zawodzi, niezależnie od indywidualnych upodobań. A nasza Joasia? Ta nasza najnowsza nadzieja na sukces w Hollywood? Też nie zawodzi. Aktorsko, wokalnie, wielojęzykowo. Dla niej warto zajrzeć do Eddy’ego, choćby tylko w odcinku piątym.

Starsi Panowie, w legendarnym kabarecie przekonywali, że muzyka jest dobra na wszystko. Jednak nie zawsze tak jest, o czym rzetelnie Was informuję po obejrzeniu Eddy’ego. Nawet dobra muzyka nie sprawia, że serial ten wciśnie Was w fotel.

Dariusz Łanocha

#diariuszDariuszazKFK

 

Social media
Szukaj...
Skip to content