Z diariusza Pana Dariusza: Czelendż mój ostateczny

Musieliście to dostrzec. Zaprawdę pisuję Wam, że musieliście. Jak jesteście na fejsie, tym Bogu współczesnej komunikacji międzyludzkiej, to Wasze czujne oko, mózg takoż, musiało wyczaić zjawisko powszechnego czelendżowania.

A tak to się zaczęło. Pandemia wirusowa akurat panowała, ten najtrudniejszy dla nas czas, kiedy ludzkość cała przed Covidem 19, Królem Wirusów na ten czas nazwanym, pierzchała, gdzie tylko się dało. Zasiedliśmy i zasiedzieliśmy się po domach, po naszych chałupach mniejszych i większych, gdzie oprócz TV, lodówki, zmywarki, był także nasz smartfon, tablet, laptop z palmtopem razem wzięci, a nawet superwypasiony TV podłączony do internetu działał. Wszystko dookoła było, tylko z chałupy wyjść się nie dało. I jak tu żyć, panie Doktorze, jak światu całemu na bieżąco komunikować o naszej mądrości, spostrzegawczości, naszym wobec ograniczeń tego świata wirusowego – oburzeniu?

Jak Wiecie, komputery wiele mogą, do rzeczy niesłychanie niewyobrażalnych są zdolne,
o możliwościach których z dnia na dzień się dowiadywaliśmy. Koronawirus zbliżył nas do tych urządzeń, poznawaliśmy nowe apki, nowe komunikatory, nowe pojęcia nam ten świat objaśniające. Oj, przyznajcie, nie zawsze łatwy to świat, w którym trzeba odróżnić możliwości Facebooka, Whats Appa, Instagrama, LinkedIna, Zooma, Spotify’a od tego, czym jest Android w wersji maksymalnie unowocześnionej, przekazywany przez system 5G. No, dla tak jak ja młodego człowieka (hi, hi, hi!) są to bardzo często problemy niebanalne.

Część z nich, z pomocą nastoletnich córek, udało mi się w mig rozpoznać, a nawet polubić.
I ten świat wszelakich mód komunikacyjnych mnie zaatakował z całą swoją bezwzględnością. Zaczęło się od memów. Minuta w minutę, godzina w godzinę, w pierwszym czasie wirusowego odosobnienia zaczęły na tych wszystkich komunikatorach napływać memy. Krótkie filmiki, fotografie z dopiskami, zdjęcia, grafiki, scenki sytuacyjne. Najczęściej związane z koronawirusem, z władzą obecną, z wyborami nieodbytymi. Nie muszę chyba dodawać, bo i dla Was to oczywista oczywistość, że w zdecydowanej większości były to memy krytyczne wobec koronawirusa, pomysłów z korespondencyjnymi wyborami, a wobec władzy i poszczególnych jej przedstawicieli – zdecydowanie nieprzychylne. Nie ma się czemu dziwić – lud najczęściej swojej władzy nie lubi, niezależnie od tego, czy jest ona prawicowa, lewicowa czy centrowa. Dlatego wszelkie ludy świata przeciwko postępkom władzy na ulice występują, nawet je demolują, czego ostatnie wydarzenia w USA – najlepszym są dowodem. A powracając do memów, zdarzały się wśród nich mniej śmieszne i bardziej śmieszne, mądrzejsze i głupsze, kulturalne i chamskie. Wszystkie jednak dostarczały nam powodów do uśmiechu w czasie koronawirusowej smuty.

Gdy już rządzących w memach wyśmiano, w Internecie nastał czas czelendżowania. Zaczęło się od szlachetnej akcji młodych raperów, którzy innym artystom zaoferowali akcję #Hot16Challenge2. W szlachetnym celu wsparcia służby zdrowia ją zorganizowano. Piorunem mała akcyjka w wielką akcyję się przemieniła, a grono raperów zdecydowanie się powiększyło. I okazało się wtedy, że disco-polo to już przeszłość, że już rap właśnie, od Bugu po Odrę, od Tatr po Morza Bałtyckiego brzegi – stał się w kwarantannym czasie narodową rodaków muzą. Teksty piszą i rapują wszyscy. Aktorzy, piosenkarze, politycy, celebryci, piłkarze, pisarze, księża, gospodynie domowe, dzieci, kierowcy i sprzedawcy, naukowcy i sprzątaczki. Wszyscy oni zalali Youtube’a swoją autorską twórczością, sławy ogólnopolskiej
i tantiem oczekując. Jak już wiemy, sławy największej doczekali się dla siebie „raper” Kazik
i „raper” Duda, czego poważne konsekwencje teraz w sieci, życiu politycznym i artystycznym ponoszą.

Rap, jak się rychło okazało, nie usatysfakcjonował w czelendżowaniu głodnych go rodaków, którzy zainstalowali na fejsie inne tego zjawiska rodzaje. Pokaż okładkę płyty, pokaż książkę, wymień 10 filmów, wskaż 10 utworów, takie na fejsie zaczęły się czelendże. I mnie nimi zaatakowano, sprawiając kłopot niemały. No bo jak tu wybrać, kto lepszy: Beatlesi czy Stonesi, Hłasko czy Mickiewicz, Wajda czy Spielberg, Madonna czy Taylor Swift, skoro są to osobowości i talenty niemierzalne, a ich wartość tylko od indywidualnych gustów i kultur zależą. Wyobraźcie sobie, znam takich, którzy Zenka i Sławomira uważają za artystów Wszechczasów, którym Niemen z Grechutą buty mogliby czyścić. Moda w tym czelendżowaniu zapanowała taka, że nominujący i nominowani wzajemnie się pogubili, kogo, gdzie i w jakich kategoriach nominowali.

Z dystansem, sarkazmem i ironią przeglądam kolejne czelendże, o wielu ludziach rożnych rzeczy się dowiadując. I z ciekawością spoglądam na perspektywy rozwoju tego gatunku internetowej subkultury. I co okaże się ścianą, na którym moda ta się zatrzyma. Bo jak każda moda, kiedyś przecież skończyć się musi. Będzie nią czelendż ukochanych skarpet, wyrzuconych śmieci, ulubionych maseczek czy kamyków znalezionych na plaży. Przyznajcie, są to problemy wymagające jednak ostatecznego rozstrzygnięcia. Bez tego przecież historycy kolejnych stuleci nie będą mogli rzetelnie opisać kultury XXI wieku.

Ja już dziś nie mam z tym kłopotów. Wiem, że ta kultura niewysokich jest lotów.

Dariusz Łanocha

#diariuszDariuszazKFK

 

Social media
Szukaj...
Skip to content