Z diariusza Pana Dariusza: Mróz dobry na lato

Pojedynek dziś podejmuję. Już sama wieść o tym zapewne Was zmroziła, wszak znany jestem jako obywatel krainy kulturalnej łagodności, człek pokojowo do życia nastawiony. I z delikatności słynący, nawet w sytuacjach, w których wielu z Was bluzgami już dawno by rzuciło.

Dziś to ja się rzucę na Mroza, lato przecież najlepszą porą jest na to, by na mróz pomstować, nie tęsknić za nim, obwiniać go o wszystkie naszego świata grzechy, nawet o tego koronawirusa, który zimą przecież na planecie zawitał i przyjazne tu sobie miejsce znalazł. Nie o nim jednak prawił dziś będę, tylko o Remigiuszu Mrozie, pisarzu młodym, który przebojem wdarł się na czytelniczy rynek.

Nie będę Was czarował i literacko zaskakiwał, że ten mój letni pojedynek z Mrozem łatwy jest i zwycięski dla mnie ostatecznie będzie. Tak się nie stanie. Mróz, choć znacznie młodszy wiekiem, więcej w piórze jednak zapracowany, ja je kilkanaście lat temu na kołku zawiesiłem, inne wyzwania życiowe podejmując. Co tu więcej pisać, Mróz na pisarskim ringu stał się bokserem wagi ciężkiej, choć nie superciężkiej, bo to Olga Tokarczuk Nobla literackiego dostała, a nie on. Już teraz Was informuję, że Remigiusz Mróz nigdy literackiego Nobla nie dostanie. I gotów jestem przyjmować zakłady tej jego kariery pisarskiej dotyczące.

Nie podejrzewam, by jemu na tym Noblu jakoś szczególnie zależało i by na niego oczekiwał. Sam też zdaje sobie sprawę z wielu własnych literackich ułomności, które ujawnił nam we własnym podręczniku O pisaniu. Na chłodno z 2018 roku, w którym próbował uczyć innych pisania tak dobrych książek, jakie on sam czytelniczemu światu zaoferował. Jak jeszcze nie wiecie, to Remigiusz Mróz idzie na rekord w ilości książek sygnowanych własnym nazwiskiem. Mając lat 42 ma na swoim koncie 41 książek! Imponujący to wyczyn, zważywszy, że tak poważnie pisać zaczął koło trzydziestki.

W tych dniach wydał kolejną książkę, Osiedle RZNiW – lekturę, którą kończę. Jej sensacyjno-obyczajowa akcja rozgrywa się na jednym z PRL-owskich blokowisk, u progu lat 2000. Biedy na nim nie brakuje, sfrustrowanej młodzieży też, a znaczącym sposobem wyrażania przez nią sprzeciwu wobec niesprawiedliwego świata, muzyka rap się stała. Nie spojlerując Wam więcej dodam, że fabułę trzyma niejaki Deso, próbujący rozwikłać tajemnicze i nagłe zaginięcie koleżanki z klasy. I dzieje się wiele, niespodziewanych zdarzeń w tej książce jesteśmy świadkami. Powinniście przyznać mi rację, gdy napiszę, że kiedy raper Deso zmienia rolę na Sherlocka Holmesa, albo innego porucznika Columbo, rzecz cała dla Czytelnika na sensacjach i kryminałach wychowanego, intrygującą i zachęcającą być może. I taką jest!

A dlaczego kolejna książka Remigiusza Mroza hitem czytelniczym się stanie i dlaczego tak wielką popularność zyskał akurat ten autor, a nie inni? Bo prostym językiem opisuje i tworzy nie zawsze proste historie. Mróz dysponuje wieloma atutami, rzadziej spotykanymi u innych pisarzy. Jest autorem wykształconym, doktorem nauk prawnych nawet, jest reprezentantem tej niemałej grupy młodego pokolenia, która zna języki, zna się na muzyce wielu gatunków, uprawia sport, nieobce jej technologiczne gadżety, uwielbia poznawać świat i ludzi, nawet tych z wrednym charakterem. Dr Remigiusz Mróz jako pisarz, ujawnił swój rzadko spotykany talent w kreowaniu intrygujących historii sensacyjno-kryminalnych i w jakże różne środowiska swoje fabuły wpisać potrafi. Seria kryminałów z komisarzem Forstem w Tatrach się przecież rozgrywa, najsłynniejsza jego seria z mecenas Chyłką w elitach prawniczo-politycznej „warszawki”. Są serie książek Mroza, których bohaterowie spotykają na morzu, w świecie science-fiction, na najwyższych szczeblach władzy, no wszędzie bohaterowie książek spotkać się dla Czytelnika mogą i potrafią. I rzadko tego Czytelnika w lekturę tych światów nie wciągną. Tak już ten dr Mróz w lekturę swoich książek swoim klawiszem (za Mickiewicza – piórem) wciągnąć potrafi, że jak już kolejną jego rzecz (za Słowackiego – dzieło) się do ręki weźmie czy na kindle’u rozpocznie, to się tej rzeczy dokończenia nie odpuści. Bo trzeba wiedzieć, kto zabił, kto skrzywdził, kto poszedł siedzieć. No musimy się dowiedzieć! I tyle w tym temacie mamy innemu światu do oświadczenia, gdy ten świat nas zapyta, czemu akurat Mroza czytamy i dokończyć Mroza musimy.

No, takim pisarskim fenomenem ten nasz Mróz się stał, że szanować go i czytać wypada, wstydzić się nie powinno, gdyż jesteście pewni, że czytając kolejne jego dokonania, wolny czas będzie Wam zawsze umilony rozwiązywaniem kryminalnych zagadek.

Mróz jest człowiekiem nadzwyczajnej robotności. Wstaje wcześnie rano, ogarnia się i pisze. Kilka godzin na początek dnia naszego powszedniego. Później doktor nauk prawnych wybiega swoje dzienne 10 – 12 kilometrów, poczyta gazety, obejrzy TV i – w ramach zakończenia dnia – wymyśla i opisuje klawiszem kolejne historie, których rozstrzygnięcia tak Wy oczekujecie. Nie ma dzieci, żony (choć z niejaką Katarzyna Bondą wielomiesięczny związek potwierdzali, a rychło rozwiązali), nie ma żadnych innych życiowych problemów ten nasz doktor nauk, Remigiusz Mróz.

Ma miliony na koncie, jest najlepiej zarabiającym, najchętniej czytanym polskim Autorem, sam sobie na to zapracował, sam sobie tę sławę wypisuje dnia każdego, kolejne intrygujące historie nam oferując.

Dlatego szanujcie Remigiusza Mroza, niezależnie od tego, czy lato jest, czy wiosna, czy nawet mroźna zima. Doktor Mróz czytelniczą formę trzyma.

Dariusz Łanocha

 

Social media
Szukaj...
Skip to content