Z diariusza Pana Dariusza: Kobiety są robotne

Wszystko co dobre, zbyt szybko się kończy. Niestety, takoż i moje urlopowanie się skończyło. Choć Wy o nim nawet nie wiedzieliście, gdyż regularnie felietony Wam dostarczałem. Cóż, robotny człowiek jestem i nawet urlopując, od pracy odpocząć nie potrafię, o robocie myślę, od roboty opędzić się nie mogę.

Jak się okazuje, nie tylko ja tak mam. I kobiety robotne niezwyczajnie w przyrodzie się zdarzają, w kulturze i sztuce robiące, takie, co to uważają, że czy pogodny to dzień, czy słota, czy to czas pracy czy wakacji, najważniejsza jest dla nich artystyczna robota.

O robotnych kobietach będę Wam dziś więc prawił, do zapoznania się z ich sztuką zachęcając, bo ich dzieła warte są tego. Pierwszą z nich jest krakowianka Małgorzata Winkowska. Trafiła do mnie, na Krakowską 13, jakieś cztery lata temu. Ofertę zorganizowania wystawy własnego malarstwa ze sobą przynosząc. Jej obrazy spodobały mi się od pierwszego spojrzenia, wernisaż zorganizowałem, publiczność tłumnie zaszczyciła i także nadzwyczajnie jej obrazy chwaliła. Ponieważ dziesiątki takich wernisaży już zorganizowałem, artystów poznawałem, później o nich często zapominałem, sądziłem, że i tym razem tak będzie. Ależ byłem naiwny! Bo z Winkowską taka sytuacja wydarzyć się nie może, Winkowska jak już Cię pozna i rozpozna, jak mackami swojej twórczości i swojego temperamentu opęta, jak uśmiechem i pomysłem na nowe przedsięwzięcie artystyczne zainspiruje – to nie popuści. Taka już jest ta moja Małgorzata Winkowska. Anglistka z wykształcenia, od lat ucząca studentów Uniwersytetu Pedagogicznego tego języka. Diabeł jakiś artystyczny w nią wstąpił kilka lat temu i porwał za sobą, że maluje, maluje i malowaniu swemu odpuścić nie może, w której to pasji nauki u samej Urszuli Tatrzańskiej, profesjonalistki, pobierać zaczęła. Ma Winkowska na swoim koncie już 7 wystaw indywidualnych, uczestnictwo w ośmiu wystawach zbiorowych, ma setki obrazów. Bo musicie wiedzieć, że dzień bez obrazu namalowanego jest dla artystki Winkowskiej dniem bezpowrotnie utraconym, artystycznie zmarnowanym, no, dzień taki zdarzyć się nie może. Zaprzyjaźnijcie się z Małgorzatą Winkowską na fejsie, a dzień w dzień otrzymywać będziecie porcję jej najnowszych obrazów. Zawsze bajecznie kolorowych, intrygujących pejzażami, twarzami, kwiatami, zabytkami, malarskimi kompozycjami, które Was zaintrygują.

A że się jej prace publice podobają, czego wyrazów na fejsie nie brakuje, jej prace w Klubie Kazimierz wystawiałem już trzykrotnie. I nie żałuję. Ostatni prezent w postaci wernisażu sprawiła mi jubileuszowo 29 czerwca przygotowując zestaw obrazów Dziś są Twoje urodziny, o którym już tu pisałem.

I tak sobie z Winkowską obiecywaliśmy, że może chwila przerwy, odpoczynku od siebie, a tu nic z tego. Dopadła mnie jej sztuka nawet w odległej Chorwacji, gdzie urlop spędzić postanowiłem. Już pierwszego dnia dowiedziałem się, że do pobliskiej plażownicy zjechała Winkowska z Wielce Szanownym Małżonkiem Pawłem i – oczywiście z fotograficznno-malarsko infrastrukturą. I robotności swej dowodów na fejsie dostarczać zaczęła. Dzień w dzień, artystka Winkowska fotografią i pędzlem dokumentować swój pracowity odpoczynek zaczęła. W kwiatach, w wodzie, w krajobrazach, w zabytkach robotna Winkowska informowała świat o tym, co widziała w Szibeniku, Splicie, Trogirze i innych chorwackich miastach i miasteczkach. I nie myślcie sobie, że to tylko fotki były. Doliczyłem się aż 35 akwarel, które Winkowska podczas urlopu spłodziła. Tak się zdarzyło, że w pobliskim mojemu wypoczynkowi plażowisku przebywała, więc oglądając jej fotki – nie musiałem już zabytkowych miejsc Dalmacji odwiedzać. Tak wyczerpująco je Artystka obfotografowała i obmalowała. Mimo tego, pojechałem jednak jej śladami i wiele się potwierdziło. Kiedy po powrocie zadzwoniłem do Winkowskiej i zapytałem, czy ona kiedyś odpoczywa, skromnie, acz dowcipnie odpowiedziała, że jest leniem, który lubi sobie pomalować. Wróciła i już maluje swojego wypoczynku (ha, ha, ha!) artystyczne potwierdzenia. No, aż tak robotna jest ta Małgorzata Winkowska.

Wiem, że się nie obrazi, zaszczycona nawet poczuć się może, gdy jej malarsko-fotograficzną robotność z muzykantką Taylor Swift skojarzę, na której koncert  (odwołany) Winkowska się w ramach tegorocznego Openera wybierała. Wiem, że muzykantką Taylor Swift nazwać, to olbrzymia niestosowność, to obraza wręcz męskim klawiszem wyrażona wobec największej obecnie gwiazdy pop na świecie. Prawo felietonisty, świętym jednak jego prawem jest, nawet wobec artystki, która sprzedała 50 milionów płyt, ma 10 nagród Grammy, 133 miliony obserwujących na Instagramie i 185 milionów dolarów na koncie, zarobionych tylko w ubiegłym roku. I ma, dodajmy, tylko 30 lat. Wielu próbuje porównywać Taylor Swift do Madonny nawet, za niestosowne i nieuprawnione uważam jednak te porównania, gdyż stanowczo za wcześnie na nie. Wielkość Madonny, której wielkim fanem od samego początku jej kariery jestem, przetrwała jednak 3 dekady, wiele do muzyki pop Madonna wniosła, wiele jej zasług i hiciorów w kanony pop wpisanych zostało. Czy tak będzie z Taylor Swift? Choć jeszcze w to powątpiewam, wszystko zdarzyć się może. Taylor, co wyróżnia ją od wielu innych gwiazdek, sama sobie komponuje, sama teksty pisze, sama karierę zaprojektowała i uparcie ją kontynuuje, sprawdzając talent własny w wielu gatunkach. Zaczynała od piosenek country, śpiewała bluesa, rapowała, kombinowała z popem i disco, nie unikała ballady. Najlepszym tego potwierdzeniem jej najnowszy album Folklor, królujący obecnie na listach bestsellerów. Kiedy inni artyści odpoczywali, pandemicznie usadzeni, Taylor Swift pisała nowe piosenki, które całkiem znienacka wydała. Warto ich posłuchać, gdyż niosą niebanalne przesłania życiowe, dotyczące także wolności dla LGBT, prawa do aborcji, szacunku dla innych ras i kultur. Nie bała się w tych sprawach „przywalić” Donaldowi Trumpowi, w mediach społecznościowych zyskując sobie miliony więcej sympatyków.

Oglądajcie więc (a bez problemów w sieci znajdziecie) obrazy Małgorzaty Winkowskiej, posłuchajcie starszych i najnowszych piosenek Taylor Swift, a przekonacie się, że warto uprawiać i proponować innym sztukę, którą się lubi.

I że warto kobietą pracującą być, i żadnej pracy się nie bać. Szczególnie w sztuce.

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content