Z diariusza Pana Dariusza: Skrzynecki, czyli Artysta życia

O jajcarskich sprawach będę Wam dziś prawił, ale jak najbardziej poważnie. Bo kabaret to nadzwyczaj poważna dziedzina kultury, choć wiem, że są tacy, którzy na kabaretową sztukę z przymrużeniem oka spoglądają, lekce tę sztukę sobie ważą, a nawet się z tej sztuki naśmiewają. Tymczasem naśmiewać się z kabaretu nie wypada, kulturalnym ludziom nie przystoi, bo wiedzą oni, że śmiać się to koniecznie trzeba i wypada, ale w kabarecie. I nie z niego. No, chyba, że to głupi, discopolowy kabaret, z przesłaniem prostym, najczęściej prostackim, mało aluzyjnym i siermiężnie dowcipnym. Tudzież kabaret politycznie uległy.

Dlatego nie o takim kabarecie i kabareciarzu będę Wam dziś pisał. Tylko o Piwnicy pod Baranami i jej najważniejszym twórcy, Piotrze Skrzyneckim. Okazja niebanalna w tym temacie się zdarzyła, gdyż Kraków w dniach ostatnich obchodzić uroczyście postanowił 90. rocznicę urodzin Piotra Skrzyneckiego. Uroczyście naprawdę, bo w dostojnej sali obrad magistratu sesję naukową zorganizowano, a w Krakowskim Forum Kultury otwarto wystawę plakatów Kazimierza Wiśniaka pod jakże wymownym tytułem Gdzie jest Piotr?

Gdzie jest, to my dobrze wiemy, od jego śmierci w kwietniu 1997 roku. Trafił raczej do Nieba, choć przez wiele lat tak denerwował komunistyczną władzę, że raczej w Piekle miejsca mu życzyła. Tak ta jego Piwnica, tak on sam władzy w kość dawał, że dość go często miała, choć nieoficjalnie na piwniczne kabarety chadzała i sama z siebie się śmiała. Udało się Skrzyneckiemu i jego artystycznym kompanom stworzyć pod Wawelem kabaret inny od wszystkich, oryginalny, śmiały, wyróżniający się od innych kabaretów minionych i dzisiejszych lat scenką każdą, pieśnią każdą, wierszem każdym, konferansjerką, co Wam wszystko młodzieńczy Bogdan Micek, wszech wieczny Dyrektor, Kierownik, Koordynator i Bóg wie kto jeszcze w Piwnicy – zawsze potwierdzi. Bliski mi sercem i duchem Micek współorganizował w Urzędzie Miasta Krakowa jakże poważną sesję naukową, podczas której rozpatrywano, naukowo analizowano i kulturowo oraz komputerowo katalogowano wszelkie życiowe doświadczenia z postacią Piotra Skrzyneckiego związane. Oj, niezły to był pomysł. Już sama lista prelegentów zrobiła na mnie wrażenie. Profesorowie (Woleński, Mikułowski-Pomorski) ścigali się z magistrami i doktorami (m.in. Maciej Szaszkiewicz, Bogdana Pilichowska, Marek Pieniążek), by wyjaśnić światu, na czym fenomen Skrzyneckiego i jego Kabaretu polegał. Obwieszczali ci wszyscy Wielcy Goście coś, co dla mnie jest oczywiste. Dobry Kabareciarz, jajcarz takoż, zawsze jest sobą, robi swoje, wszelkie ideologie i władze są mu obojętne, opinie o nim też. Podobny ma stosunek do pieniędzy, czasu, zobowiązań. On, najczęściej ma takie sprawy tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę. Czyli, Wy już wiecie gdzie.

Sam się o tym przekonałem. Połowa lat 90-tych była, kiedy z Piotrem Skrzyneckim dla ogólnopolskiego dziennika wywiad przeprowadzałem. W bezkomórkowych czasach wyzwanie to było, oj wyzwanie. Stacjonarnym telefonem chęć wywiadu Mistrz potwierdził, a później było tylko oczekiwanie. Spóźnił się, zapomniał, tramwaj mu odjechał, godzinę pomylił, zaspał na 12:00 w południe, no taki ten Skrzynecki był. Kiedy jednak już żeśmy się poznali, w dawnej „Kuźnicy” przy Wiślnej 2 intelektualnie wyczuli, to satysfakcja obustronną się okazała. I zapewniam Was, że Piotr Skrzynecki – wbrew pozorom – dbał o każde słowo, nie lekceważył znaczenia wypowiadanych kwestii, podczas autoryzacji okazał się być nadzwyczaj uważnym Czytelnikiem. Czemu nie przeszkadzały napoje inaczej wyskokowe. Rozmowa nasza na tyle interesującą się stała, że prasa ją cytowała, a i w książce o Skrzyneckim dostrzeżona została. Zajrzyjcie sobie do jego biografii, autorstwa Moniki Wąs, pt. Skrzynecki. Demiurg i wizjoner.

Bo takim Artystą niepokornym, świat postrzegającym inaczej, odmiennie od reguł w ówczesnym, w tym szarym krajobrazie PRL-u był Piotr Skrzynecki. Stroił się w kapelusze z piórkiem, wdziewał pelerynę, dzwoneczkiem celebrował pojawienie się gdziekolwiek. Jak to ładnie napisała Monika Wąs w jego biografii „spadł z nieba prosto na Rynek, wymyślony przez Stwórcę na pocieszenie znękanych szarością i komunizmem krakowian”. Taki też stworzył nam w Krakowie Kabaret. Ludzi do jego artystycznej idei przekonanych, z których wielu supergwiazdami rodzimej kultury i sztuki zostało. Wymienić Wam kilka postaci? Służę uprzejmie: Ewa Demarczyk, Krzysztof Penderecki, Zbigniew Preisner, Wiesław Dymny, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Leszek Długosz, Zygmunt Konieczny, Anna Szałapak, Leszek Wójtowicz  i Grzegorz Turnau, a to przecież tylko kilku z długiej listy bardzo dziś znanych artystów, których Skrzynecki ściągnął do podziemi Pałacu pod Baranami. No, miał chłop, „czuja” do artystycznych talentów i rodzima, współczesna kultura często nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele Piotrowi Skrzyneckiemu zawdzięcza. Warto tę postać, ten kabaret, jego artystów przypominać, za co chwała Krakowskiemu Forum Kultury i redaktorowi Wacławowi Krupińskiemu jak najbardziej się należy. To dzięki cyklowi spotkań przez niego prowadzonych, a Piwnicy i jej legend dotyczących, mogliśmy się dowiedzieć, że ambicją Skrzyneckiego było to, by nic nie mieć. Wystarczały mu książki, spotkania z ludźmi wszelkich sfer (od prezydenta po menela), obserwacje życia, by świat taki, jakim on naprawdę różnorodny jest nam w swojej Piwnicy ujawniać, śmiechem i z dystansem ten świat traktując. Jakże to inny bohater kultury, we współczesnym świecie, kiedy większość artystów uprawia sztukę po to, by wszystkiego mieć jak najwięcej. Trzepią kasę za byle co i takoż ją wydają. Czyli na byle co.

Ci, którzy Piotra Skrzyneckiego naprawdę poznali, zgodnie twierdzą, że pod maską jajcarza, dowcipnisia, trunkowicza, ukrywał się Artysta pełen empatii, świadom własnej samotności, a jednocześnie wykorzystujący ją do artystycznych prowokacji. Taka już każdego wielkiego Artysty rola i dola.

Dobrze się więc dzieje, że Kraków nie zapomina o Piotrze Skrzyneckim. W Warszawie, gdzie się urodził, zapewne takiej szansy na swoje życie w czasach PRL-u by nie miał. Bo „warszawka”, bo wielka polityka, zmienia jednak ludzi.

Piotr Skrzynecki w tej akurat sprawie był jak Kraków. Do tego świata nie pasował. Dlatego kochajcie takich Artystów życia nawet po ich śmierci.

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content