Z diariusza Pana Dariusza: Pamiętajcie o teatrach!

Zdziwieni być możecie, ale ten felieton od początku zacznę, nie od końca, wpierw rzecz najważniejszą Wam wyjaśniając. Diariusza Waszego ulubionego czytać od dziś będziecie co dwa tygodnie na stronie http://krakowskieforum.pl/ w zakładce Cykle. Bez innych zmian, czyli w piątki. Takie decyzje zapadły na szczeblach najwyższych, z którymi nie zgadzać mi się nie wypada. Racje takich szczebli ja na ogół szanuję, z nimi nie polemizuję. Kimże ja bowiem jestem wobec wysokich szczebli, skromnym tylko Panem Dariuszem przecież, z niższych  szczebli.

Dziś do teatru Was zaprowadzę. Wiem, wiem, po trzykroć nawet wiem, że wizyta w teatrze niebezpieczną być może, że w czasach covidowych zarazę do naszego życia taka wizyta przez przypadek wpuści. Jest w tej obawie wiele racji, ale też jest przecież wiele niepotrzebnej paniki, szkodzącej naszej kulturze, o której istnienie i rozwój dbać powinniśmy. Nie zamykajmy bram teatrów, kin, estrad, kabaretów, klubów kultury, lecz z ich dóbr rozsądnie i odpowiedzialnie  korzystajmy, gdyż bez tego nasze duchowe życie ubogim się stanie. No, tęsknić za sztuką będziemy. Ufam, że Covid 19 jej nie dopadnie, gdy strzec reguł antywirusowych się postaramy. Czyli pamiętajcie o DDM. Dystans, dezynfekcja i maseczki.

Tak też w teatrach się starają i do pozbycia się obaw przed uczestnictwem w spektaklach zachęcają. Zadzwonił do mnie osobiście w tej sprawie dyrektor Teatru „Bagatela”, Andrzej Wyrobiec. Przyjdź, zobacz sztukę, oceń w jak bezpiecznych warunkach teatr krakowski działa. I poinformuj, proszę, w swoich felietonach, że teatry bezpieczne są. Takim prośbom się nie odmawia, wręcz spełnić je wypada, szczególnie, że dyrektor Wyrobiec bliską mi od kilku dekad osobowością jest, nie tylko krakowskiej kultury. Teraz próbuje przywrócić renomę scenie, upadłej nieco wskutek niewłaściwego zachowania poprzednika. W duecie z Krzysztofem Materną, dyrektor Wyrobiec w „Bagateli” postacią nową jest, niemniej na starą sztukę mnie zaprosił. Rozumiem tę postawę, gdyż także ja sam zaniedbałem „Bagateli” scenę, bagatelizując to, co się tam działo. A działo się wiele, od czasu gdy w 1984 roku podziwiałem tam sławetną premierę Złego zachowania, autorstwa duetu Józefowicz – Strzelecki. Czy ktoś z Was kojarzy ten rewelacyjny spektakl, w którym i dzięki któremu, i Edyta Górniak, i Mariusz Czajka, i Piotr Siwkiewicz, i wiele innych gwiazd ku wielkim scenom popłynęły? Ja pamiętam. Tejże „Bagateli”, dawniej Teatrowi Rozmaitości, o czym starsi jak ja krakowianie wiedzą, w 2002 roku zaproponowała realizację spektaklu Mayday ówczesna dyrektor, Nina Repetowska. Zaprosiła do pomysłu aktora i reżysera Wojciecha Pokorę, nadzwyczaj udanie wcielającego się w rolę głównego bohatera, Johna Smitha. To dzięki teatralnym talentom Pokory, od dwóch lat świętej pamięci, udało się Teatrowi „Bagatela” wystawiać spektakl, który popularnością, statystykami frekwencji, przebija wszystko to, co działo się i nadal się dzieje w rodzimym teatrze komediowym. Teatralne Mayday to największy powojenny sukces teatru polskiego, w miastach kilku, mierzony setkami tysięcy widzów. Wyjaśnię Wam od razu, by o jakiekolwiek poplecznictwo nie być posądzonym: nie byłoby tego sukcesu krakowskiej „Bagateli”, gdyby nie świetny scenariusz autorstwa Raya Cooneya, który sprawił, że świat cały, od 1983 roku, od ucha do ucha śmiał się z perypetii taksówkarza, posiadającego dwie żony. Ileż taki stan posiadania żon, dzieci, przyjaciół, życie skomplikować może, jak wiele niespodzianek przynosi, Wy się tylko domyślać możecie. A jest to życie kupy śmiechu warte.

Śmiałem się i ja, w towarzystwie Wielce Szanownej Małżonki swojej, pierwszej i ostatniej, którą Covid odgrodził ode mnie o jedno miejsce, gdyż takie reguły pandemicznego bezpieczeństwa w „Bagateli” obowiązują, i chwała Dyrekcji za to. Śmiałem się tym przyjemniej, że w rolach dla spektaklu znaczących, kilka znanych mi postaci dostrzegłem. W życiu bym nie podejrzewał, że Krzysztof Bochenek wcieli się tak udanie w rolę taksówkarza wielożennego, a Alina Kamińska w rolę Barbary, jednej z jego żon. Z Krzysztofem Bochenkiem i żoną jego Dorotą od trzech lat współprowadzimy Korowód Świętego Mikołaja, organizowany przez Krakowskie Forum Kultury, podczas którego nadzwyczaj udanie jest on Świętym Mikołajem. A Alinę Kamińską poznałem jako nadzwyczaj aktywną i nieobojętną radną Dzielnicy I, Kraków Stare – Miasto, która w bliskim mi Klubie Kazimierz, przy Krakowskiej 13, spotyka się z wyborcami. Broni  krzywdzonych, potrafiła odważniej od innych sprzeciwić się temu, co spotkało ją w macierzystym i ukochanym teatrze. Szapo ba, po polsku szacun, tak życiową postawę Aliny Kamińskiej  skwitować jedynie mogę.

By o prywatę nie być posądzonym, od razu Wam piszę, że aktorska załoga „Bagateli” kompleksów przed ogólnopolskimi celebrytami mieć nie powinna. Na pewno nie Pan Covid i nie Pan Bóg sprawili, że tuż po obejrzeniu radosnego spektaklu w „Bagateli”, włączyłem TV Polsat. A tam premiera serialowa, no zgadnijcie czego, no oczywiście, że Mayday, w reżyserii Sama Akino. Nie mogłem nie obejrzeć, nie mogłem sobie tego porównania sceny teatralnej z filmową odmówić. Już taki los mnie w życiu spotkał, że kulturę nadzwyczaj lubię, nią się interesuję. I oczywiście porównuję. Piszę Wam od razu, by wszelkie wątpliwości rozwiać: scena teatralna wiarygodniejsza jest od sceny filmowej. W polsatowskiej wersji Mayday wszystko jest czasowo porozciągane (4 godzinne odcinki), dramaturgicznie poprzeginane, scenograficznie niewiarygodne, wszystko to takie jest, że oglądanie tego serialu porównać mogę z muzycznym  porównaniem  twórczości Zenka Martyniuka i Marka  Grechuty. No, inny jest ten polsatowski Mayday. Choć rolami wsparli ten pomysł Piotr Adamczyk, Adam Woronowicz, Weronika Książkiewicz, Anna Dereszowska, śmieszne to nie jest, dlatego śmiało ten serialowy produkt Polsatu odpuścić sobie możecie.

Dobrze Wam radzę. Teatr wybierzcie. Jeden z moich kulturalnych mentorów, Jonasz Kofta, w połowie lat 60. prosił: pamiętajcie o ogrodach. Kilka dekad później Pan Dariusz Was prosi: pamiętajcie o teatrach. Nie bójcie się ich, nic Was tam złego nie spotka. Miejcie w pamięci zasady DDM, a traficie na dobrą sztukę.

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content