Z diariusza Pana Dariusza: Wracajcie do szachów!

Z diariusza Pana Dariusza: Wracajcie do szachów!

Szachować Was dziś będę, a może nawet mata, czyli zwycięstwo piórem obwieszczę. Nic jeszcze pewne nie jest, gdyż na szachownicę Was zabieram, a tam najczęściej nic pewne nie jest. Od pierwszego do ostatniego pojedynku pomiędzy Królem i Królową, wieżami, lauframi, a nawet szarymi pionkami, wśród których najlepiej się czuję, gdy już opuszczę dostojny świat szachownicy.

Zapewne nie tylko ja jeszcze parę tygodni temu o szachach tak często nie rozprawiałem, sukcesów w tej dziedzinie nie wspominałem, przegranych i wygranych partii nie analizowałem, aktualnych mistrzów nie kojarzyłem. Tak się jakoś złożyło, że szachy, jako ważna ongiś dziedzina życia i sportu, zniknęły w cieniu innych rywalizacji, starszych i nowszych. W zderzeniu z futbolem, tenisem, boksem, siatkówką, koszykówką, rajdami samochodowymi – szachy ogólnoświatową popularność niewątpliwie utraciły. Choć, przyznaję, wytrwali szachiści najczęściej starszego, niestety, pokolenia pasję swą kultywują, co dostrzec możemy choćby na bulwarach wiślanych w pobliżu Wawelu, gdzie nawet gdy wiatr i słota, swoje partie na publicznych szachownicach rozgrywają, przy zainteresowaniu często licznej grupy widzów. Także w mym macierzystym Klubie Kazimierz tacy pasjonaci jeszcze się pojawiają, zawsze znajdując życzliwe miejsce i sprzętowe wsparcie dla realizacji swoich pasji. Takie obrazki coraz rzadziej jednak oglądamy, co może skłaniać do konstatacji, że tak ważna jeszcze parędziesiąt lat temu dziedzina rywalizacji zamiera.

Aż tu nagle, w czasie pandemii, do kobiecej dołączyła w naszym światku – szachowa rewolucja. Niemal wszyscy moi znajomi wokół o szachach częściej rozmawiają, własne sukcesy opisują, gambity rozpatrują, na małą partyjkę zapraszają, nieśmiało sugerując, że załatwią nas szach-matem. A skąd ta nowa szachowa rewolucja się wzięła, już Wam objaśnić przystępuję. Z Netflixa ona się wzięła. Ten potentat filmowego streamingu włączył w ostatnich dniach dwie produkcje, których akcja rozgrywa się z główną rolą szachownicy w tle. I ja w ten świat wkroczyć po latach postanowiłem, już Wam tłumaczę dlatego. W latach szkolnych w szachy grywałem i parę  szach-matów zdarzyło mi się rywalom obwieścić, co nie oznacza, że i mnie ich się nie dostawało. Na szachownicy toczyłem boje wyrównane, tak się jakoś jednak złożyło, że szachy zniknęły na wiele dekad z mojego życia.

Przypomnieć je postanowiłem dzięki serialowi Gambit Królowej, który promowano jako ten, który koniecznie zobaczyć trzeba. To serialowa adaptacja powieści Waltera Tevisa, wydanej w 1983 roku, opisującej losy osieroconej dziewczynki, Beth Harmon. Są lata 60. minionego wieku, gdy znajduje się w domu dziecka, tam odkrywając sama z siebie i przypadkowo szachowy geniusz. Rychło ujawnia go światu, odnosząc coraz większe sukcesy i stając się sensacją. Oj, łatwe to nie było w zmuskularyzowanym świecie, traktującym wówczas kobiety jako gatunek gorszego sortu, a już w takim świecie, jak szachowy – szczególnie. Tę, początkowo nierówną, walkę – w tej sytuacji Beth wspierać musiała psychotropami i alkoholem, co nie zawsze dobrze się kończyło.

Nie będę Wam streszczał ośmiu odcinków. Wystarczy, że napiszę, iż wchłonąłem je w jeden weekend, tak intrygującymi się okazały. Wiernie odtworzyły ducha epoki zimnej wojny Związku Radzieckiego z USA, w czym szachowe rywalizacje arcymistrzów też swój udział miały. Uświadomiły, jak długą i ciężką drogę musiały przejść amerykańskie – i nie tylko – kobiety, by znaleźć równoprawną pozycję w demokratycznym świecie. Z pomocą atrakcyjnej formy i dramaturgii autorzy Scott Frank i Allan Scott w filmie odświeżyli rolę szachów w sportowej rywalizacji, rozwoju nauki, strategii, logistyki, humanistyki. Nie starczy mi miejsca, by wymienić Wam inne atuty tego filmu, a muszę koniecznie dodać ten najważniejszy: odtwórczynię roli głównej, czyli aktorkę Anyę Taylor-Joy. Ta nieznana mi wcześniej 24-letnia aktorka wcieliła się w postać genialnej szachistki równie genialnie, zyskując ogólnoświatowe uznanie widzów i krytyków.  Nie dziwcie się, gdy niedługo Oscary będą jej wręczane.

W tej udanej amerykańskiej produkcji jedną z głównych ról odegrał też nasz Marcin Dorociński (wcielił się w postać rosyjskiego arcymistrza). I choć aktorsko nie zawiódł, rzadko i niewiele w scenariuszu jego postać uwzględniono.

Zdecydowanie więcej polskich akcentów znajdziecie w kolejnej szachowej produkcji, ujawnionej na Netflixie, czyli nie mniej udanym filmie fabularnym Ukryta gra. Polscy producenci, polski reżyser (Łukasz Kośmicki), wielu polskich aktorów, ale też zagraniczne gwiazdy (Bill Pullman). Ten szpiegowski thriller na arenę zimnowojennej  amerykańsko-rosyjskiej rywalizacji w szachach, przenosi nas do Warszawy, konkretniej do stalinowskiego Pałacu Kultury i Nauki. Tu bój na szachownicy toczą arcymistrzowie z ZSRR i USA, nie jest to tylko jednak walka między nimi. W tle zabójczy dosłownie pojedynek toczą też agenci rosyjskiego i amerykańskiego wywiadu, politycy, intelektualiści. A powodem ich sporu rozstrzygnięcie na swoją korzyść tzw. kryzysu kubańskiego z 1962 roku, który – jak z historii powinniście pamiętać – naprawdę bardzo poważnie groził III wojną światową. I mogło to być obu mocarstw starcie w wersji nuklearnej, straceńczej dla globu ziemskiego. Akcja toczy się w tym filmie nadzwyczaj wartko, trup się gęsto ściele, pojedynki szachowe nie nudzą. Co bardzo w tym filmie Wam, współczesnym widzom, spodobać się może – to nadzwyczaj wiernie odtworzono atmosferę i realia Warszawy z początku lat 60. No i na pewno spodoba się Wam, że nasz Robert Więckiewicz znakomicie odegrał rolę dyrektora stalinowskiego Pałacu, godnie w kilku scenach partnerując Pullmanowi. Ukryta gra to jedna z tych polskich filmowych produkcji, które śmiało rywalizować mogą ze szpiegowskimi filmami z Hollywood. Z radością Wam ten fakt obwieszczam, że po Zimnej wojnie, Bożym Ciele, filmach Agnieszki Holland, Małgorzaty Szumowskiej, mamy kolejną dobrą produkcję, która śmiało może rywalizować na światowych rynkach.

Rozgrywające się w podobnych czasach akcje Gambitu Królowej i Ukrytej gry uświadamiają nam, jak popularną była wtedy gra w szachy. W obu filmach olbrzymie wrażenie na widzu robią sceny najważniejszych szachowych pojedynków, rozgrywające się na dużych estradach czy w Sali Kongresowej. Elegancka widownia, w kreacjach i garniturach, z pasją w oczach śledzi często wielogodzinną rozgrywkę na szachownicy, tak jakby podziwiała koncert rockowej gwiazdy czy inne, wielkie estradowe widowisko. Tak popularne były wówczas szachy. Dziś zastąpione przez komputerowe pojedynki, rozgrywane na konsolach i innych X-Boxach. Większość z nich daje młodzieży tylko szansę na głupawą rywalizację, a na pewno nie mądrą edukację.

Szachy tymczasem uczą jakże potrzebnej w życiu logiki, strategii działań i konsekwencji z nich wynikających, umiejętności podejmowania decyzji, wygrywania i przegrywania, uczą myślenia. A wszystko to w jakże kulturalnej i szlachetnej formie. Jest szansa na powrót szachów do łask. Gambit Królowej zyskał na świecie popularność tak olbrzymią, że migiem dotarł na pierwsze miejsca w rankingach popularności.

Życzliwie w tej sytuacji Wam poradzę. Obejrzyjcie te filmy, nauczcie się lub przypomnijcie sobie, jak się gra w szachy. Zaproście na partyjkę i doprowadźcie ją do zwycięskiego dla Was szach-mata.

A mądrzejsi i szczęśliwsi będziecie.

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content