Z diariusza Pana Dariusza: Pudel w Operetce, czyli Polskie Wesele Józefa Beera

Z diariusza Pana Dariusza: Pudel w Operetce, czyli Polskie Wesele Józefa Beera

Od razu, lojalnie Was uprzedzam. Będzie się dzisiaj działo. Będą dumne trąby, będą potężne bębny, będą ciężkie kontrabasy, będą delikatne smyczki i urzekające melodyjne arie. Będą soprany i basy. Będzie wielki patriotyzm i rubaszny dowcip, podlany sosem męsko-damskich tragikomedii. Będą utytułowane chóry i orkiestry. Zdaniem jednym pisząc, wiele artystycznej i muzycznej różności w tym felietonie będzie. I tylko ostrej rockowej gitary braknie, choć sam przyznaję, że słusznie, gdyż narobiłaby tylko zupełnie niepotrzebnego zamieszania. A mnie przecież w sztuce o jakość zawsze chodzi.

Gdzie mnie tym razem ku dobrej sztuce pognało? Najbliżej, jak się tylko dało. Mogłem wprawdzie popedałować 500 metrów od domu, do ICE Kraków, gdzie rzecz cała się działa, wredny Covid 19 jednak mi zabronił. Poległem więc na kanapie, tablet odpaliłem i przez ponad dwie godziny w sztuce uczestniczyłem. Takie czasy dla dostojnych spektakli nastały, że na kanapie podziwiać je możemy, w pidżamy, a nie fraki odziani. I do dnia pokonania wirusa Wielka Sztuka i Wielcy Artyści muszą się z tym pogodzić. Nawet w Królewskich Operach.

Na kanapie leżąc, uczestniczyłem więc w koncertowej wersji  Polskiego wesela. Wyjaśnić Wam muszę, że to nie Wesele, o którym myślicie. To nie prześwietne Wesele Wyspiańskiego, które tyle artystycznego i społecznego zamieszania narobiło. To mniej znane Polskie wesele – operetka autorstwa Józefa Beera, napisana w 1937 roku. Autor był przedwojennym żydowskim lwowiakiem, czyli także Polakiem, wszechstronnie wykształconym fortepianowo w lwowskim Konserwatorium. Rychło jednak stwierdził, że to kompozycja, nie fortepian, jest jego życiowym powołaniem. I komponowaniu życie swe poświęcić zamierza. Oj, niełatwe to było życie – nadzwyczaj zdolny Żyd w czasie szalejącego faszyzmu. Szanujący jego talent partnerzy, w operach w Zurichu, Sztokholmie, Wiedniu, Paryżu, Wiedniu, Warszawie, a nawet Ameryce Południowej, wiele się nakombinować musieli, by kolejne jego dzieła wystawiano. A pisał ich coraz więcej.

W 1937 roku napisał muzykę do Polskiego wesela. Pamiętajcie, inne historycznie to były czasy, więc operetkę oryginalnie zatytułowano Polnische Hochzeit, a libretto (młodzieży rzecz wyjaśniając: libretto, czyli tekst dzieła) –napisali: Fritz Löhner-Beda i Alfred Grünwald. Takie to, z nazwisk obco brzmiące trio, stworzyło jak najbardziej patriotyczną, polską operetkę. W międzywojniu, tak popularną się stała, że zagrano ją na 40 europejskich scenach, przetłumaczono na 8 języków! Wielka to była popularność, sławiąca polskość. Niestety, na dekady politycznych i kulturowych zmian, o Polskim weselu zapomniano.

Mądrzy ludzie o wielkiej sztuce – na szczęście – nie zapominają. Stąd inicjatywa Krakowskiego Forum Kultury, by wielkie dzieła rodzimej sztuki przypominać. Nawet w czasie pandemii. Do pomysłu zachęcono wybitnych solistów operowych (Edyta Piasecka, Jacek Ozimkowski, Anna Bernacka, Pavlo Tolstoy, Wojciech Gierlach, Tomasz Rak) oraz Chór Polskiego Radia, Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza, reżysera dialogów Andrzeja Majczaka, a nawet reżyserkę światła, Adę Bystrzycką. Libretto przetłumaczyła Dorota Krzywicka-Kaindel. No, olbrzymie to jest przedsięwzięcie, które wypalić by nie mogło, gdyby nie finansowe wsparcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zrealizowane ze środków Funduszu Promocji Kultury.

Warto było te pieniądze wydać, by zobaczyć Polskie wesele. A w nim operetkową wersję historii, w której skrzy dowcipem. A przenosi nas ona na teren Galicji, w czasach zaborów. Rzecz się dzieje na dworze, gdzie szczęśliwe i nieszczęśliwe miłości kwitną, gdzie pieniądze i władza szczęścia nie dają, za to kłopotów wiele dostarczają. Przede wszystkim Jadzi (w tej roli urokliwa wokalnie Edyta Piasecka), która nie chce za męża hrabiego Staszka, na siłę jej przez rodzinę wciskanego. Chce ona za męża powstańca Bolesława. By go poślubić wszelkich podstępów używa, w czym jej pomysłowa zarządczyni dóbr hrabiostwa Ogińskich, panna Zuzia pomaga, sama sobie i innym wielu problemów przysparzając. Oglądamy w trzech aktach jak najbardziej klasyczną komedię omyłek, dotyczącą w swej istocie konfliktów damsko-męskich. Pointy Wam nie zdradzając, ujawnić mogę, że już wtedy kobiety wygrywały, co mężczyźni kwitować mogli wielokrotnie śpiewając i mówiąc o „tych piekielnych babach”. Jak widzicie, starawa operetka w tym temacie nic a nic nie straciła na aktualności, wystarczy tylko na dzisiejsze ulice zajrzeć, ale o tym cicho, sza.

Z wielkim rozmachem widowiskowym nam tę historię zaprezentowano. Akcja toczy się wartko, pieśnią i słowem, a muszę Wam napisać, że wokaliści także aktorskimi umiejętnościami się popisywali, co nadzwyczaj udanie im wyszło. A towarzyszyła temu niejednokrotnie potęga symfonicznego brzmienia orkiestry i chóru. Chwilami miałem wrażenie, że symfonicznej Metalliki słucham.

Po kilkudziesięciu felietonach, znacie mnie już dobrze. Wiecie, że opera, operetka, jakieś symfonie, kameralne orkiestry i chóry wszelkich maści – to absolutnie nie moje klimaty. Podobnie jak rapy, disco-polo i inne muzyczne mody. Czasem zaglądam jednak do innego muzycznego świata, by pojąć i zrozumieć, o co w nim chodzi, czy tam  jakaś  artystyczna wartość tkwi, czy tego da się w ogóle słuchać, przesłanie zrozumieć, talent twórcy dostrzec, a szczególnie inteligentny dowcip znaleźć, który nadzwyczaj sobie cenię.

I tak się zdarzyło, w przypadku Polskiego wesela wg Józefa Beera. Był całkiem sympatyczny spektakl muzyczno-teatralny, była odpowiednia oprawa scenograficzna, utalentowane głosy. A nawet całkiem sympatyczny finał. Z rolą pudla w roli w głównej. Nie mam pojęcia, skąd się ten pudel tam wziął, wiem tylko, że Budyń się wabił i że rolę swą, trzymany w rękach wybitnego śpiewaka, Jacka Ozimkowskiego, odegrał godnie – jak na operetkową scenę przystało – nie szczekając.

Pudel w operetce, na kanapie z tableta z przez starego rockmana podziwiany?! Sami przyznajcie, czasy w kulturze nastały nam niesłychane.

Możecie do mnie w poznawaniu kulturalnego świata dołączyć. Włączcie Play Kraków, a już wkrótce znajdziecie tam ponownie do obejrzenia Polskie wesele (nagranie dostępne będzie do końca tego roku). I radować się darmowo, wielką sztuką w domowych pieleszach będziecie.

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content