Z diariusza Pana Dariusza: Zima z Arsenem Lupin

Z diariusza Pana Dariusza: Zima z Arsenem Lupin

Zauważyliście to? Prawdziwa zima nas w końcu dopadła. I choć na kilka dni  odpuściła, jednak kraj zasypała, w lutym ma być jeszcze śnieżniej i zimniej, w lutym jeszcze zima niejednokrotnie nas zaskoczy, dając odpór wieszczącym, że   efekt cieplarniany na Planetę Ziemia zimy już nie wpuści, on arktyczne lody stopi i zima z ludzkiego żywota zniknie. Na wsze czasy.

Nic z tego na razie, marzyciele Moi Drodzy, jeszcze nie wychodzi. Zima w lutym glob trzyma. Oglądam właśnie frienda z Nowego Jorku, który filmami alarmuje mnie, w jakich zaspach jego potężny truck utknął i co on zrobi, kiedy w pilną podróż do Chicago nie wyruszy. Współczuję przyjaciółce z Podlasia, która zdjęcie mi przysłała. A na nim ona, taczki i kupa śniegu. Przyznajcie sami, takie sceny w związku z zimą wiele mające wspólnego – na moje i Wasze współczucie zasługują absolutnie i bezdyskusyjnie.

Przyznam się Wam w końcu. I ja tej zimie ulec musiałem. Rower porzuciłem, kartę MPK kupiłem, do wirusa ze współpasażerami się zbliżyłem, choć aż tak bardzo się go nie obawiam.

By oddalić groźny świat zimy i zamieci śnieżnych, stworzyłem sobie własny efekt cieplarniany. W ostatni weekend podkręciłem kaloryfer, przygotowałem napój rozgrzewający, wlazłem pod kocyk ciepluteńki i na tablecie włączyłem Netflixa. A na nim popularny w serwisie ostatnio serial francuskiej produkcji Lupin. Nie bez powodów tak się zdarzyło. W latach 70. wieku minionego rekordy popularności w TVP bił serial o wyczynach Arsena Lupina, który i ja namiętnie oglądałem. Dla takich jak ja wielbicieli kryminałów, w wersji książkowej i filmowej, bohater książek Maurice’a Leblanca był jedną z postaci ważnych bardzo w świecie przestępstw. Amerykanie mieli swojego Colombo i Kojaka, Anglicy – Sherlocka Holmesa, Polacy – porucznika Borewicza, a Francuzi – komisarza Maigret i właśnie Arsena Lupin. Bohaterów tych wiele łączyło, a dzieliła jedna istotna różnica. Wyżej wymienieni udanie ścigali przestępców, a tylko jeden z nich nim był. Właśnie Arsen Lupin. Przestępca jakże inny od pospolitych typów spod ciemnej gwiazdy. Nie prostak, tylko dżentelmen z arystokratycznym wdziękiem, w białych rękawiczkach zbrodni dokonujący, nie odmawiając sobie i jego obserwatorom klasy, wdzięku i dowcipu. No, pełna Francja – elegancja.

By taką wersję brudnego świata nam przypomnieć, Francuzi po niemal półwieczu (a po wieku od książkowego oryginału) odświeżyli postać Arsena Lupina, w streamingowej wersji, idealnie na modny dziś binge-watching się nadającej. Z rozmachem technologicznym, ze scenariuszową inwencją nowym czasom odpowiadającą, z wartką akcją. A przede wszystkim z mocno odmienioną postacią głównego bohatera. Arsen Lupin XXI wieku wizualnie nic a nic nie przypomina pomysłowego arystokraty i podrywacza. Jest Arsenem Lupin czarnoskórym, z nazwiskiem innym (Assane Diop), co już go radykalnie różni od literackiego pierwowzoru. Do roli tej wybrano Omara Sy, aktora z doświadczeniem. Nie będę się wstydził braw dla tego pomysłu. Arsen Lupin w tej wersji bryluje na ekranie od pierwszej do ostatniej sceny.

Francuska wieloetniczność i związane z nią kłopoty odgrywają niebanalną rolę w tym serialu. Główny bohater, czarnoskóry Diop i jego syn, do bólu czerpiący z doświadczeń literackiego pierwowzoru, bierze moralny odwet na bezeceństwach białych Francuzów. Bieda i uczciwość czarnych imigrantów zmusza ich do ujawnienia, ośmieszenia, potępienia chciwości rodowitych białych Francuzów, którzy choć o wartościach i kulturze cywilizacji wiele opowiadają, tak naprawdę w głębokim poważaniu je mają. Czarnoskóry Arsen Lupin ośmiesza to w każdym niemal kadrze filmu. I o francuskiej hipokryzji informuje świat cały z wdziękiem, złośliwością, uśmiechem, perfidią, pomysłowością kolejnych akcji, dowcipem i humorem, a jednocześnie ujawniając  powagę jego nieszczęsnej sytuacji imigranta, czyli obcego.

Ani słowa więcej Wam o treści serialu pisać nie zamierzam. Byłaby to przecież zbrodnia na czytelniczej ciekawości, mało finezyjna i w ogóle niedoskonała, a zbrodnie takimi być powinny. A wiemy przecież, my wiekowo i językowo rozgarnięci, że spojlerowanie trendy nie jest. A czadowe ono nie jest już absolutnie. Niemniej, muszę Was poinformować, że serial Lupin liczy obecnie 5  odcinków, a tak się spodobał światowej publiczności, że czeka już gotowych pięć kolejnych. Zatem jeszcze jeden sezon Lupina zaliczymy.

Jest więc moja całkiem niezła rada na zimowy efekt cieplarniany. Pod koce się udajcie! Z dobrą książką, płytą, tabletem, filmem, kabaretem, sztuką.

A Covid Wam odpuści!    

 

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content