Z diariusza Pana Dariusza: Uważajcie na przyrodę

Ależ to może być dla Was zaskoczenie. Już, już o kulturze kolejny felieton napisać miałem, wszak kulturalnych zjawisk wiele, mimo pandemii w kulturze wiele się dzieje i jest do opisania. Jest co chwalić, jest co ganić. Nic z tego w tym felietonie nie będzie.

O życiu muszę Wam pisać. Nie o tym szczęśliwym, lecz  bardzo nieszczęśliwie zakończonym. Sercem i sumieniem moim, w czasie dwóch dni zaledwie, dwa wydarzenia wstrząsnęły. W skomplikowanych okolicznościach przyrody, Polska dwie wybitne postaci straciła: Jana Lityńskiego i Aleksandra Dobę.

Jan Lityński pobiegł psa na krze ratować, a Aleksander Doba poszedł wysokie, afrykańskie góry zdobywać. Zapewne słyszeliście o tym. Warto na takie wydarzenia w życiu spoglądać. Co ważne – warto też przesłania życiowe z tych dwóch tragedii płynące – zrozumieć.

Nie znałem ostatnich ofiar przyrodniczych tragedii. Ale wiele o nich wiedziałem, gdyż wielkie postaci życia publicznego zawsze na moje zainteresowanie liczyć mogą. Wiedziałem więc, że ten pierwszy (czyli Jan Lityński) góry polityki chciał,   i sympatię ludzi, zdobywać. I zdobył. Choć niewielkiego wzrostu – do wielkich rzeczy doszedł. I sukcesy w tych sprawach odnosił, o których mało kto wie. Moralnie, intelektualnie, życiowo – Jan Lityński był człowiekiem dużego formatu. Przerastał wielu takich, którym wydaje się, że są wielcy. A tak naprawdę są małymi pikusiami, których nazwiska w historii Polski malutkimi literkami zostaną zapisane. Jako postaci haniebne, wstydu ani serc nieposiadające.

Bliski mi był Jan Lityński nie tylko duchowo, lecz także muzycznie. Wychowały go w tych sprawach lata 60. wieku minionego, lata big-beatu, lata Hendrixa, Ewy Demarczyk, Janis Joplin, Woodstock. Choć nieco młodszy jestem, i na mnie te lata wywarły olbrzymie kulturowe wrażenie. Jako młodziak, nieśmiało, dołączyłem do tego pokolenia i bardzo mi się jego artystyczne przekazania i przykazania do dziś podobają. Zbliżyły mnie więc do postaci Jana Lityńskiego wieści, że on namiętnie płyty kolekcjonuje, że zna gwiazdy rocka, że wie, co to Led Zeppelin, Queen, Deep Purple, The Rolling Stones, że gwiazdy rodzimego rocka go poznały. I wiedziały, że ten niewielki wzrostem polityk, wielkim znawcą muzy naszego pokolenia jest.

Nic nie wiem o muzycznych pasjach Aleksandra Doby. Śmiało jednak mogę podejrzewać, że prawie równolatek Lityńskiego (Lityński – 75 lat, Doba – 74) o muzyce od kumpli słyszeć jednak musiał i na prywatki chadzał, co to domówkami są dziś zwane. Dzięki mediom poznałem tego niezwykłego człowieka, który pokonywał różne szczyty ludzkich możliwości, by udowodnić światu, że człowiek potrafi. Że trzeba świat zdobywać, poznawać – z góry, z morza, z lądu, z miejsc na świecie nierozpoznanych. Doba czynił to w wielu formach. Jego kajakowanie po Atlantyku budziło powszechne zainteresowanie światowych podróżników, jego podróżnicza samotność i wytrwałość powodowały zachwyt psychologów nad fenomenem Aleksandra Doby. No, bo prawdę pisząc, mało na świecie jest tak odpornych psychicznie ludzi, jak Aleksander Doba. Trzy razy przepłynął w kajaku Atlantyk, przepłynął też samotnie z Afryki do Ameryki Południowej, o czym mało kto wie. Otrzymał nagrodę Kolosa – największą w świecie podróżników, trafił na okładkę „The New York Times Magazine”, długo mógłbym wymieniać jego różne podróżnicze wyczyny, na które mało kto się porywał. A on te wyczyny zwycięsko kończył.

Już się wydawało, że ten ponad 70. letni człowiek odpuści sobie, a tu nic z tego. W wieku 74 lat opuścił wprawdzie morskie rejony, jednak w góry nasz Doba  postanowił zajrzeć, co tam słychać i jak świat wygląda z gór wysokich, a nie z kajaka nizinnego, wśród śmiertelnie groźnych rekinów przez oceany samotnie płynącego. Wybrał sobie nasz podróżnik Doba tym razem afrykańskie Kilimandżaro jako cel podróży. Na najwyższy szczyt Afryki wspiął się. I chwała mu za to. Tylko że ta chwała rychło w nicość odpłynęła. Na szczycie Kilimandżaro Aleksander Doba zmarł, gdyż organizm jego wyczynów już nie wytrzymał, co w tym wieku absolutnie naturalnym jest. Żal mnie oblał na wieść o tym. Że ten fantastyczny człowiek swoich ambicji nie potrafił powstrzymać, że tak bardzo kolejne szczyty chciał zdobywać, nie zdając sobie sprawy z tego, że śmierć tylko na takich ludzi czeka. Tuż za rogiem. Niespodziewana.

Bo wiecie, o co w tym wszystkim chodzi? Nawet nasza człowiecza szlachetność (Lityński ratujący jednego z trzech swoich psów na krze czy Aleksander Doba z kajaka na szczyty gór się przesiadający) musi zachować pokorę wobec przyrody. A to przyroda nami rządzi i rządzić będzie, o czym już wiecie – skutków efektu cieplarnianego już doświadczacie.

Życie fajne jednak jest. By jednak je przeżyć, nie lekceważcie przyrody. Baczcie na swoje wiekowe możliwości, nie zapominajcie ludowych przykazań.

Mierzcie siły na zamiary, a z ambicjami nie przesadzajcie.

Dariusz Łanocha

 

Social media
Szukaj...
Skip to content