Z diariusza Pana Dariusza: Punki nie dezerterują

Z diariusza Pana Dariusza: Punki nie dezerterują

W życiu bym nie podejrzewał, że o punkach Wam z powagą pisać będę. A tu proszę, znienacka, lecz nieprzypadkowo się zdarzyło, że jak najbardziej wypada do klawiatury zasiąść, by opisywać, jak zjawiskowe dzieła na muzycznym rynku i w moich uszach się pojawiły. I tak je uradowały, że ja Wam o różnych punkach i Pankach obowiązkowo napisać muszę.

Zaskoczony jestem, bo do punka i punków stosunek miałem zawsze ambiwalentny, a prawdę pisząc, z pobłażaniem tę kulturową modę młodzieży drugiej połowy lat 70. traktowałem. Z nieco starszego pokolenia jestem, mnie ambitniejszy blues, rock i jazz wychowywały, mnie dziurawe portki, kolorowe włosy, agrafki wszędzie powpinane w pomalowane ciało i ciuchy wręcz denerwowały. Muzyczno-kulturowy przekaz tej mody nie był tym, który uważałem za wart zainteresowania. Niemniej, jak na fana przystało, najważniejszych bohaterów nowego wtedy nurtu znałem, a kilka kawałków Sex Pistols czy The Clash nawet mi się spodobało. Ciut inności i świeżości w nich znalazłem.

W następnych dekadach – kolejne pokolenia młodzieży pojawiały się ze swoją muzyką. Punk w odstawkę poszedł, wraz z hasłem: Punk is dead. Do głosu na czas jakiś dochodziły takie zjawiska muzyczne, jak grunge (ten akurat przypadł mi bardzo do gustu), rap, ambient, hip-hop, indie rock, house i Bóg wie co tam jeszcze, bo dziś za nazwami muzycznych mód trudno nadążyć, a jeszcze ciężej powody ich wyjątkowości pojąć.

Aż tu znienacka, po półwieczu prawie, coraz więcej do mnie wieści spływało, że punk is not dead, że kapele z tamtych lat, za granicą i w Polsce, wracają, że płyty nagrywają. I dobre to płyty są. Z wrodzonej muzycznej ciekawości osobiście sprawdzić  musiałem, co też tak wartościowego światu mogą jeszcze dostarczyć umorusani życiem punkowcy, mocno po 50-tce. Jak grają i gdzie dziś agrafki wpinają. I wiecie co? Przyjemne zaskoczenie mnie spotkało. A szczególne w przypadku głośnej u progu lat 80. rodzimej grupy Dezerter, która opublikowała właśnie swój najnowszy album, prowokacyjnie zatytułowany Kłamstwo to prawda. Ależ to jest dobra płyta!

Siłą punka jako środka muzycznego przekazu było od samych jego początków wrzucanie kulturowego granatu w otaczającą muzyków rzeczywistość. W krótkich, mało skomplikowanych muzycznie utworach, tekstową agresją młodzi muzycy wyrażali punkową wściekłość wobec tego, co ich irytowało. A irytował ich zawsze świat ograniczanej wolności, bogactwa, obłudy, cwaniactwa, kłamstwa, głupoty, lekceważenia wszelkiej maści najprostszych i najważniejszych ludzkich potrzeb.

Jak się przekonuję, nic a nic się u starych – odrestaurowanych punków w tej sprawie nie zmieniło. Prawie pół wieku minęło, system ustrojowy się zmienił, miało być lepiej, a jest jak było, a nawet gorzej jest – tak obecną Polskę widzą członkowie Dezertera, którzy wbrew nazwie – z muzycznej sceny nie zrejterowali i mocnym słowem  ostrzeliwują  obraz  współczesnej Polski. Nieświęty to obraz, bo w tej akurat sprawie dla prawdziwego punka krów świętych nie ma i wszystkim po równo się dostaje. Słusznymi pretensjami, jak z karabinu maszynowego, krótkimi seriami w postaci najczęściej dwuminutowych utworów, walą w demokrację, której nie ma. W polityków, którzy kłamią, w ograniczenia wolności. Obywatela Słuchacza w tytułowym utworze albumu zachęcają: Krzycz! Krzyk też jest bronią, kiedy przemawiają kłamstwa. Milczenie jest zbrodnią.

Mocno obrywa Kościół, propagujący zło i dążący do piekła. Od setek lat, za krzyżem chowają się, dziecięcy płacz, składają na ołtarzu łez. (…) Najpierw niechciany dotyk, obleśny pocałunek, uzasadniony zawsze, że Bóg tak chciał – potępiają księży. W Odwecie przestrzegają ludzkość lekceważącą globalną ekologię: Zalani falą plastiku, poniesiemy zbiorową karę (…) Jesteśmy tylko szkodnikami. Ziemia bez nas da sobie radę, my bez niej nie przetrwamy. 

Jak na punk przystało: wszystkie teksty – mocne i dobre. Muzyka – prosta, głośna i energetyczna. Byle prościej, byle głośniej, byle do przodu.

Mieliśmy w kraju różnych punków. Ale tylko jedną Lady Pank. Muzyka tak przekornie nazwanej grupy rockowej, prawie nic z punkiem nie miała wspólnego, niemniej cieszyła się olbrzymim powodzeniem. Także ja do grona wielbicieli ich rocka się zaliczam, wiele koncertów zaliczyłem, wiele płyt posiadam. Kiedy więc dotarła do mnie informacja, że na dniach ukazać się ma ich najnowszy album LP 40, przedpremierowo do jego zawartości dotarłem. I w tym przypadku – ucho wyszło z tego spotkania nadzwyczaj zadowolone. Od prawie 40 lat Lady Pank całkiem słusznie uchodzi za kopalnię rodzimych przebojów, które znacie i śpiewacie, wydawać się więc mogło, że niewiele już nam zaproponują. Nic z tego! Choć znacznie starsza, Lady Pank zaprasza nas na ucztę złożoną z 12 dań piosenkowych, z których każde smakuje wybornie. Przed 40 laty wszystkie utwory z debiutanckiego albumu Lady Pank trafiły na szczyt Listy Przebojów Trójki, z zawartością najnowszego albumu byłoby podobnie, gdyby Listy nie zlikwidowano. Wśród dwunastu, najczęściej 3-4 minutowych utworów, znajdziecie wiele tak przebojowych (Ameryka, Tego nie mogą zabrać nam czy Erazm), że nucić je będziecie, jak Mniej niż zero, Tańcz, głupia tańcz czy Kryzysową narzeczoną. Na LP 40 jest bardzo, bardzo przebojowo: są stadionowe refreny, są melodie, są różne odcienie rocka, są świetne teksty różnych autorów i jak zawsze znakomite solówki gitarowe Jana Borysowicza. Zaprawdę, piszę Wam, że Jana Borysewicza, jako gitarzystę i kompozytora, pod niebiosa wychwalać trzeba, gdyż na takie uznanie absolutnie on zasługuje. Nadal boską muzykę nam dostarcza i mimo ukończonych 65 lat – nie zamierza w tym dziele poprzestawać. W jednym z promocyjnych wywiadów ujawnił: „w mojej  muzycznej głowie dzień w dzień rodzi się tyle nowych pomysłów, że wystarczy na niejedną jeszcze płytę Lady Pank. Innych artystów też wesprę kompozycją i gitarą.” Aż tak twórczo płodny jest nasz Jan Borysewicz. Czapki z głów!

Sami przyznajcie – intrygujący jest ten nasz muzyczny świat. Lata lecą, mody się zmieniają, a nasze punki i Lady Panki świetnie się trzymają.

Bo punk is not dead!

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content