Z diariusza Pana Dariusza: Moje tango z Piazzollą

Do tanga Was dziś zapraszam. Muzycznego i tanecznego. Wiem, wiem. Czas postu jest, czas pandemii, więc szlajać się po parkietach nie wypada. Niemniej powód mojego zaproszenia jest tak szlachetny i kulturowo znaczący, że pewien jestem, iż nawet arcybiskup udzieliłby mi w tej sprawie okolicznościowej dyspensy.

Moje tango banalnym nie jest. To nie jakieś tam Takie tango Budki Suflera, przy którym kolejne pokolenia tańcują, to nie prosty przeboik, tylko jak najbardziej szlachetne tango muzyczne, mniej przeznaczone do pląsów na parkiecie, lecz bardziej do słuchania. Takie też było zamierzenie jego twórcy, Astora Piazzolli.

Śmiało mogę podejrzewać, że wielu z Was nie wie, kimże ów Piazzolla był i czemu Pan Dariusz z nim tańcować i jego tanga słuchać chce. Króciutko więc Wam objaśniam, że niebanalna to postać w historii muzyki była i wiele muzyka mu zawdzięcza. A tango już w „szczególnej szczególności”.

Nasz Astor Pantaleon Piazzolla urodził się 11 marca 1921 roku. Czyli dokładnie 100 lat temu! Z tej też okazji Krakowskie Forum Kultury, jak najbardziej zasadnie, jubileuszową fetę mu zorganizowało. Ale o tym, potem.

Najpierw niezorientowanym powiedzieć muszę kilka słów o tym muzycznym geniuszu z Argentyny. To dziecko włoskich emigrantów, które osiadło na argentyńskiej ziemi, miało niespełna 13 lat, kiedy poznało osobę i twórczość Carlosa Gardela, który urzekł młodego Argentyńczyka tangiem Por una cabeza (to pamiętna melodia z Zapachu kobiety ze słynną rolą Ala Pacino). Od tego czasu w twórczej głowie miał młody Astor muzykę Bacha, Mozarta, Schumanna. Miał tę muzykę w kolejnych dekadach, w których los rzucał go i do Nowego Jorku, i do Paryża. Kształcił się tam m.in. u Nadii Boulanger, która skierowała jego muzyczny umysł ku dziecięcym stronom, czyli ku argentyńskiemu tangu. I on zaczął z tym tangiem kompozytorsko kombinować. Posiłkował się, w tworzeniu czegoś własnego, Igorem Strawińskim, dokonaniami muzyki barokowej, renesansowej, a nawet jazzowej. A przede wszystkim instrumentem bandoneon. Tak powstało unikatowe nuevo tango, propagowane podczas koncertów przez autorską orkiestrę Piazzolli Quinteto Tango Nuevo. Udanie, choć stosunkowo późno, bo dopiero u progu lat 80. wieku minionego, zaczęła się jego międzynarodowa kariera. Melomanów zaintrygowało jego tango absolutną unikatowością. Łączył w swoich kompozycjach muzyczne tradycje, zdawałoby się nie połączenia, szokował ekspresją, zmianami harmonii i tempa, lekceważył tradycję i przyzwyczajenia. Był dla wielu tradycjonalistów trudnym do rozgryzienia orzechem nowości i pomysłowości. Zjawiskiem porównywalnym z King Crimson czy Pink Floyd w muzyce rockowej, a Weather Report w jazzie.

Muzyczny świat – choć stanowczo za późno – dokonania Argentyńczyka docenił. Choć nie łatwo mu było w rodzinnej Argentynie, gdzie wielu krajan nie mogło się pogodzić z tym, jak – poprzez nowatorskie podejście – Piazzolla bezcześcił tradycyjne tango.

Zmarł w 1992 roku, w Buenos Aires, wskutek udaru mózgu. I jak to często w przypadku wielkich postaci sztuki bywa – świat zaczął poważniej doceniać jego dokonania. Niech Wam w tej sprawie wystarczy, że wydano po śmierci Piazzolli ponad 40 płyt koncertowych! Świetnym pomysłem było więc w Krakowie jego postaci przypomnienie. 

Skorzystajcie z mojego zaproszenia. Słuchajcie, tańczcie przy muzyce Piazzolli, bezpiecznie, bo w online’owej wersji. Koncert został zarejestrowany i darmowo oglądać go możecie w Internecie.

 

I radujcie się muzyczno-tanecznym tangiem. Wam też, głęboko wierzę, postna dyspensa zostanie udzielona.

 

Dariusz Łanocha

Social media
Szukaj...
Skip to content