Z diariusza Pana Dariusza: Moje najnowsze wieści ze starej Ameryki

Do kina Was dziś zabrać powinienem, bo dawno nie byliśmy razem w kinie. Kina pandemicznie właśnie zostały zamknięte na cztery spusty, proponuję więc dziś kino domowe, gdzie nie tylko chipsami, popcornami i innymi ohydztwami będziecie mogli się zajadać do woli. Podejrzewam jednak, że Wasza kuchnia zapewne tańsza i obfitsza jest, a i w barku macie coś więcej niż tylko colę i napoje organizm chemią wyniszczające.

W kinie domowym sugeruję poznać, z pomocą nieocenionego Netflixa, najnowsze wieści ze świata, czyli News of the World. Nie należy absolutnie tego tytułu mylić z identycznie nazywającą się płytą grupy Queen z 1997 roku. A otwierają ją We are the Champions i We will rock you, czyli dwa absolutne klasyki muzyki, wyśpiewywane i wygrywane na stadionach, wykorzystywane przez partie polityczne i świat reklamy.

Moje, dziś Wam oferowane, filmowe wieści najpierw, z czytelniczym sukcesem, przyniosła amerykańska pisarka, Paulette Jiles, która pod takim właśnie tytułem wydała powieść. Fakty i historyczni bohaterowie mieszali się w niej z literacką fantazją. A z nią, przenosimy się do XIX-wiecznej Ameryki, do Teksasu na jego pogranicze z Meksykiem. Żył tam sobie ongiś naprawdę pradziadek autorki, kapitan Kydd. Podczas wojny secesyjnej walczył po stronie konfederatów, a po wojnie wędrował od teksańskiej wsi do wsi i czytał, najczęściej analfabetom, wiadomości ze świata. Informował w nich, co się ostatnio nie tylko na amerykańskim podwórku wydarzyło. A podwórko, to stan Texas, znany nam w kraju nad Wisłą raczej tylko z westernów, w których dużo koni i dużo wzajemnego strzelania jest. Strzelali w tych filmach kowboje do Indian i na odwrót, przy czym w odwrocie Indianie strzelali do kowbojów z łuków raczej, niż z nowoczesnych prochowych strzelb, więcej krzywd organizmowi wroga przynoszących. Nie wstyd się przyznać, ale ja się w końcu lat 60. ubiegłego wieku na takich westernach wychowałem, gdyż królowały one w sobotnie wieczory w jedynym programie telewizji, dziś zwanej TVP.

Na szczęście, nie o takich westernowych wydarzeniach jest ten film. Jest on tak naprawdę o tym, jak wielka, wielokulturowa i wielostanowa Ameryka się budowała. Jak wiele niezwyczajnej ludzkiej harówy, wylanego w ciężkiej robocie potu, wymaga to, co później, przez dekady obserwatorzy ze świata, często bezkrytycznie, oceniają jako bezproblemową drogę do wielkiej Ameryki. To nie tak jest. I do dziś się nie zmieniło, o czym aktualne informacje mam z pierwszej ręki, od polsko-amerykańskiego przyjaciela.

W filmowym News of the World, wyreżyserowanym przez Paula Greengrassa,  rolę autentycznego wojownika Kydda przejmuje kapitan Jeffrey Kidd, zagrany przez Toma Hanksa. Gwiazdor Hollywood tak wygląda i tak rolę weterana wojny wypełnia, że czapki z głów spadają. A towarzyszy mu w tej filmowej opowieści bardzo młoda, dziewczynka wręcz, Helena Zengel, w roli Indianki poszukującej domu rodzinnego, co w kraju tak wielkim, jak USA wcale łatwym nie jest. Dziewczynka też szuka swojego miejsca w USA, a trudniej jej to przychodzi, gdy dowiadujemy się, że Indianka z pochodzenia jest Niemką. Tę rolę, urodzona w Berlinie w 2008 roku, młoda aktorka też odegrała znakomicie.

Podróżują przez Texas w jej prywatnej sprawie, choć życiowo najważniejszej, a przy okazji kapitan Jeffrey Kidd informuje o świecie Teksańczyków, łaknących tej wiedzy, lecz gazet papierowych, książek i radia pozbawionych. O świecie cokolwiek mogą usłyszeć tylko od niego. W wiejskich świetlicach, ze świeczkami tłumy nań czekają, by dowiedzieć się, że w Cincinnati, około 1870 roku powstała pierwsza drużyna baseballu, że Afrykę zaatakowała epidemia zapalenia opon mózgowych, że w Europie szykuje się kolejna wojna. W tle akcji, także z westernowymi elementami (strzelaniny i bijatyki są!), podglądamy, jak powstawały kolejne teksańskie miasta (dziś wielkie), jacy ludzie tym procesem zarządzali, itd., itp. Więcej szczegółów spojlerować Wam nie zamierzam.  

Z każdym kadrem i dialogiem oglądałem News of the World z coraz większą przyjemnością. Nie bez powodu. Bo i mnie się zdarzyło być dla ludzi dostarczycielem takich prawdziwych wieści ze świata. W 1980 roku szalała sławetna wojna o Afganistan, wywołana przez ówczesny i zawsze żądny panowania nad światem Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Nieuzasadniona była to agresja, której skutki nawet po 4 dekadach widzimy. Wtedy jednak, a był to czas w Polsce uzależnienia propagandowego od ZSRR, mało kto wiedział, co naprawdę w świecie się dzieje, i o co w tej afgańskiej wojnie  chodzi. Jako student nauk politycznych UJ miałem wówczas nieograniczony dostęp do tzw. BS, czyli Biuletynów Specjalnych  Polskiej Agencji Prasowej, które informowały, co słychać w Afganistanie. Nie mieli do tych wieści dostępu historycy w polskich szkołach, niekiedy tępą propagandą nieprawdy uczący.

Zaoferowałem więc dyrektorom kilku krakowskich liceów, że wespół z moim przyjacielem, Januszem Oporkiem, będziemy uświadamiać młodzież i nieco od nas starszych, choć aktualnej wiedzy pozbawionych nauczycieli, o co tak naprawdę chodzi w tej afgańskiej wojnie. Działo się to pod szyldem Forum Myśli Politycznej. Żaden z dyrektorów krakowskich liceów nam nie odmówił w tej sprawie, tym bardziej, że żadnej kasy za wykłady nie chcieliśmy. Odwiedziliśmy w 1980 roku najbardziej renomowane krakowskie licea, V, VI, VIII, I i wiele innych. Mieliśmy na spotkaniach komplety uczniów i nauczycieli historii. Bardzo ładne wspomnienie, dziś dla większości dziwaczne. Dziś, prawie wszyscy mają internety, fejsbuki, tik- toki, twittery, instagramy , w których wieści  rozchodzą  się często, a zdarza się i tak, że dowiadujemy się przed czasem o czymś, co się nie wydarzyło. Fake news to się nazywa.

Obejrzyjcie sobie w wolnej chwili News of the World z Tomem Hanksem. Bo dobry to film, do którego zdjęcia kręcił operator Dariusz Wolski.

Nieskromnie Wam napiszę, że Dariusze to fajne chłopaki i fake newsów nie lansują.

 

Dariusz Łanocha

 

 

Social media
Szukaj...
Skip to content