Utwór 1: Polskie Requiem

Polskie Requiem

2 kwietnia 2005 roku w Watykanie umiera Jan Paweł II. Jak każda śmierć papieża jest to wydarzenie donośne w skali całego świata. Ale dla Polaków jest to wydarzenie szczególne i historyczne – oto pierwszy rodak na tronie piotrowym zamyka ważną epokę w dziejach kościoła, narodu i całej kuli ziemskiej. W kraju panuje ponad religijna żałoba, kraj przez moment staje w zamrożeniu, niczym przy dzisiejszych doniesieniach o kolejnych ofiarach koronawirusa.

Krzysztof Penderecki podejmuje wtedy decyzję o skomponowaniu ostatniej części Polskiego Requiem i dedykuje go pamięci Jana Pawła II. Powstaje Ciaccona – In memoriam Johannes Paul II na orkiestrę smyczkową, lamentacja bez słów, która kończy tkaną z osadzonych historycznie odcinków mszę za zmarłych (requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis = wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci). 

Najsłynniejsze Requiem w historii muzyki napisał oczywiście Mozart. Historia powstania tego utworu jest owiana tyloma opowieściami i mitami, że do dzisiaj niektórzy uważają, że kompozytor przewidział tym utworem swoją szybką śmierć w 1791 roku. Słynna msza powstała rzeczywiście w ekspresowym, kilkunastodniowym tempie w przeciwieństwie do utworu Pendereckiego, który powstawał z częściami i przerwami przez… 26 lat. Jest jeszcze ważna nić łącząca dzieła kompozytorów z Salzburga i Krakowa – Penderecki obawiał się, nieco ironiczno-żartobliwie, że to może być jego ostatnia kompozycja, choć w momencie jej prawykonania w pierwszej wersji, w 1983 roku, miał ledwie 50 lat.

Nagranie ‘Polskiego Requiem’ na… taśmach magnetofonowych (Polskie Nagrania, 1987 rok)

Rozpoczęty od Lacrimosy (posłuchaj) w 1980 roku utwór, powstały na zamówienie przewodniczącego „Solidarności” Lecha Wałęsy (pośrednikiem był Andrzej Wajda) i zamówiony z okazji odsłonięcia pomnika poległych stoczniowców w Gdańsku, cztery lata później wykonany publicznie w formie trzyczęściowej na koncercie jubileuszowym kompozytora, rozrósł się ostatecznie do osiemnastu ogniw Requiem (posłuchaj). Niektóre części, istniejące czasami jako odrębne utwory, powstawały na zamówienie i z okazji ważnych wydarzeń w Polsce, stąd ich daty powstania i dedykacje: Lacrimosa – Ofiarom grudnia 1970, Agnus Dei – Pamięci Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego, Libera me – Pamięci ofiar Katynia, Recordare – Pamięci o. Maksymiliana Kolbego, Dies irae – Bohaterskim powstańcom Warszawy 1944, Quid sum miser – Bohaterskim powstańcom getta 1943. „Jest to dla mnie utwór szczególny. Zawsze przeżywam jego wykonanie” – powiedział kompozytor w jednym z wywiadów. Zainteresowanych szczegółami powstawania poszczególnych części utworu odsyłam do ciekawego artykułu na ten temat.

Krzysztof Penderecki znał księdza Karola Wojtyłę od 1952 roku. Często rozmawiali o literaturze i muzyce. Ponoć przyszły papież w jednej z rozmów zachęcał młodego kompozytora, aby ten pisał więcej utworów religijnych na… gitarę. Nigdy do tego jednak nie doszło, choć Penderecki był autorem muzyki do sztuki Brat naszego Boga autorstwa Wojtyły, wystawionej w Krakowie w Teatrze Słowackiego w grudniu 1980 roku. Chcąc oddać hołd Janowi Pawłowi II skomponował w tym samym roku, zaraz po powołaniu Polaka na godność papieża, Te Deum (posłuchaj), w którym łacińską treść hymnu pochwalnego przełamał pieśnią religijną Boże, coś Polskę. Tuż przed słynnym, gorącym, polskim sierpniem 1980 roku.

Plakat spektaklu ‘Brat naszego Boga’, premiera w Teatrze Słowackiego 13 grudnia 1980 roku

Piętnaście lat temu poruszające się karty biblii na trumnie papieża były symboliczną klamrą jego dzieła i życia. Dopełnienie Polskiego Requiem stanowią poruszające nuty Ciaconny, które dzisiaj stają się także lamentem nad śmiercią kompozytora. Ostatni wers Polskiego Requiem jest jednak pełen optymizmu: Fac eas, Domine, de morte transire ad vitam = Panie, spraw, by ze śmierci przeszli do życia.

Papież Jan Paweł II i Krzysztof Penderecki w Watykanie w 1980 roku_fot. ze strony Krzysztofa Pendereckiego

Requiem stało się także inspiracją dla innych artystów do własnych poszukiwań. Jeśli ktoś lubi eksperymenty Pianohooligana (Piotr Orzechowski), to warto posłuchać jego interpretacji Lacrimosy (posłuchaj). A jeśli ktoś w tych trudnych dniach potrzebuje muzyki do jeszcze głębszej kontemplacji, to polecam niesamowite Agnus Dei na chór, także z Polskiego Requiem. Aż ciarki przechodzą po plecach.

Andrzej Łaciak

 

#MistrzPenderecki

 

 

Social media
Szukaj...
Skip to content