Z diariusza Pana Dariusza: Gajos, czyli skromna wielkość

Z diariusza Pana Dariusza: Gajos, czyli skromna wielkość

Sam sobie wykuł. Od razu Was informuję. Mam olbrzymi problem. Jak dziś felieton zacząć, jak zjawiskowość bohatera felietonu  opisać, jak Wam trudność mojej sytuacji wyjaśnić. Zadanie przede mną stoi takie: mam, powinienem, muszę, chcę, jak najbardziej, jak najrzetelniej – coś napisać o  Januszu Gajosie. Dla Was to proste. Dla mnie, akurat nie. Bo Gajos to zjawisko kulturowo, intelektualnie, artystycznie, fotograficznie, kosmicznie nawet, nieopisywalne. Czyli, Gajosa opisać się nie da. Można wszelkie szkoły pisania kończyć, można od Bralczyków, Miodków szkoły pisania się uczyć, ale wielkości sztuki aktorskiej uprawianej przez  Gajosa – oni Was nie nauczą. Nawet dr Zbigniew Bajka, mój kolega serdeczny, nauczyciel pokoleń krakowskich dziennikarzy, poległby z pokorą na pisarskim polu bitwy, gdyby przyszło mu literalnie i w największym skrócie opisać Janusza Gajosa.

Gajos, w liceum jeszcze, chciał być architektem, a tuż po tym o aktorstwie zamarzył. Do różnych   szkół aktorskich chciał się dostawać, wszędzie wówczas, czyli w Warszawie, Krakowie i Łodzi mu odmawiano. Przeżył wojsko, przeżył wiele związanych z zawodowym wyborem zawodów. Zastanawia mnie szczególnie, co w weryfikatorach wtedy się działo, że talentu Gajosa Janusza w pierwszym wrażeniu artystycznym nie dostrzegli. Po kilkukrotnych startach do szkół różnych, po epizodach w różnych zawodach, także w lalkowych teatrach, Gajos znalazł w końcu swój przypadek (Kieślowskiego film znacie?), czyli konkretnie rzecz Wam opisując, zagrał Janka Kosa w serialu Czterej pancerni i pies. W tym samym czasie, czyli w latach 60. wieku minionego,   Stanisław Mikulski zagrał rolę kapitana Klossa w serialu Stawka większa niż życie.

Wyjaśniam Wam od razu. Nie są to seriale, które w czasach współczesnych, jakiekolwiek zainteresowanie młodzieży wzbudzają. Nie są to Netflixa filmowe hiciory. Niemniej, Gajos z Mikulskim, jako bohaterowie narodowi, zostali w tamtych latach zidentyfikowani. Przez niewielkie role, w serialach o niewielkim potencjale intelektualnym. A jednak coś się ruszyło w komunistycznych realiach. Czyli pozycja aktorskiej gwiazdy konkretnie. Gajos z Mikulskim aktorsko rodzimy świat, przaśny przecie, zafascynowali, jak Robert de Niro czy Meryl Streep.  Wyjaśnię Wam. Nie wszystkich aktorów to łechce. Identyfikacja z jedną tylko rolą może takiemu aktorowi niedobrze się przysłużyć, może go lud tylko z tą rolą kojarzyć, może się wiele rzeczy zdarzyć, których Wielki Aktor sobie nie życzy.

Mikulskiemu się to, niestety, nie udało. A Gajos, poszedł w inne role. Zaczął od kabaretowego Tureckiego w kabarecie Olgi Lipińskiej i w innych kabaretach, np. u Jana Pietrzaka. A tuż po tym zaczęła się wielka kariera Janusza Gajosa, w teatrze i filmie.  Dla kolejnych pokoleń przestał być Jankiem Kosem i Tureckim.

Nic Wam więcej o aktorskich kreacjach Janusza Gajosa pisać nie będę, gdyż Wy powinniście więcej  o nich wiedzieć, nawet ode mnie. Kiedy więc zostałem zaproszony na uroczystość wręczenia prestiżowej nagrody Kowadła KuźnicyJanuszowi Gajosowi, co działo się w krakowskim Teatrze STU, popedałowałem czym prędzej. Także dlatego, że wiedziałem, iż swoją obecną żonę, Elżbietę, Janusz Gajos poznał dzięki spotkaniu z wielbicielkami jego talentu, które odbywało się przy Mikołajskiej 2 w Krakowie, czyli dokładnie tam, gdzie mieści się Krakowskie Forum Kultury.

W Teatrze STU wspomniał o tym bohater wieczoru. Wszelkie uroczystości ku czci, ku uhonorowaniu, ku wyrażeniu wdzięczności, mają tę dla mnie rozpoznawalną cechę, że wielcy artyści w zachwytach innych nad własnymi dokonaniami – najczęściej się nie chwalą. I takim jest Janusz Gajos. Kulturalny Kraków licznie przybył, bo nagroda Kowadła  Kuźnicy to nie jest byle co, skoro w ostatnich dekadach dostali ją m.in. Andrzej Wajda, Józef Tischner, Andrzej Seweryn, Jerzy Trela. I wszyscy przyjmowali tę nagrodę honorową z radością, a nawet łzami w oczach. Takie dostrzegłem także w oczach Janusza Gajosa, który wiedział, w jakim miejscu się znajduje, kto na widowni siedzi, kto mu śpiewa i kto go w Krakowie honoruje.

Sentencji było wiele. I jakże różnych od oficjałek na innych tego typu imprezach przeze mnie słyszanych. Bo jakże mogło być inaczej, gdy główną laudację wygłaszał z głowy, nie z promptera, Andrzej Poniedzielski. Bliski mi od ponad 4 dekad Andrzej Poniedzielski miał czuja, gdy śpiewał i mówił, że Gajos to aktor, który sztuką swoją przerastał wszystkie swoje czasy, że Gajos, to artysta sceny, który wie, gdzie i kiedy zabrać głos w obronie interesu publicznego. I Gajos się tego nie boi. Szczególnie w czasach obecnych.

Powinniście o tym wiedzieć. Naprawdę wielcy artyści swoją wielkością nie szpanują. W wieku lat prawie 80-ciu – zachowują ponad wieczną mądrość ducha i intelektu. Oraz przesadną nawet skromność. Mimo dla innych odczuwalnej wielkości.

Sztuka rozwija się, kiedy ma poczucie sensu. Gdy go nie ma, sztuka wszelkich rodzajów staje się bezsensowna. Bądź w życiu odważny i rozważny. Prawdziwa młodość przychodzi z wiekiem. Takie prawdy podczas tego spotkania poznałem. I choć wydają się oczywiste, jeszcze nie dla wszystkich takimi są.

Janusz Gajos obiecał, że aktorską sztuką będzie jeszcze nam te prawdy upowszechniał. Dopóki Bóg pozwoli.

 

 

Dariusz Łanocha

    

Social media
Szukaj...
Skip to content