Z diariusza Pana Dariusza: Kultura wiosną pachnie

 

Rozpocznę od tego, że nadzieja jest nie tylko matką głupich. Jest także nadzieją wierzących. Taką i ja nadzieję od roku posiadałem, i całkiem niezłego prezentu mogłem się spodziewać. I go dostałem! Spacerowałem do tego felietonu ulicą Paulińską, na krakowskim Kazimierzu. W słuchawkach najnowsza płyta kapeli The War on Drugs, a przede mną chodnikowa tablica z napisem: „Nadzieja i uśmiech przelane do kubka”, czyli zapraszająca na kawę do maluteńkiej kawiarenki. Nie zajrzałem jeszcze, ale już jest nadzieja, że niebawem tam kaweczki posmakuję. Mam tę nadzieję, gdyż po dotarciu do komputera przeczytałem wieści najnowsze. W środę to piszę, w południe, czyli w czasie, w którym premier Morawiecki obwieścił, że za odmrażanie kultury rząd zaczął się zabierać.

Szczerze Wam napiszę. Ja już tego zamrożenia dość miałem. Zdenerwowanie moje na  Covida sięgało granic, które słowami da się wprawdzie opisać, niemniej bardzo kulturalnemu Panu Dariuszowi słów tych wymawiać nie wypada, a tym bardziej ich w Internecie używać, gdyż to na tysiąclecia będzie przecież  zapamiętane. I cała ludzkość na Marsie niebawem te słowa przeczyta. I kupa wstydu może być dla mnie wśród Marsjan, a tego wolę uniknąć.

Kulturalnie Was więc informuję, że dobre czasy dla kultury idą. Artyści, choć finansowo potracili wiele, czasem nawet bardzo wiele, jednak tworzyli. W czasie pandemii, przymusowo oderwani od konieczności koncertowego szlajania się po miastach i wsiach, sztukę przy życiu podtrzymywali. Stasiuk po 12 latach pierwszą książkę napisał – Przewóz (zabieram się do lektury), muzycy także się nie obijali. Bliski Krakowskiemu Forum Kultury Muniek Staszczyk zdecydował się reaktywować kultowy T. Love i zapowiada nową płytę.

Mnie najbardziej interesuje pójście do normalnego kina. Ileż w końcu można oglądać czasem wielkie kino na małym ekranie 10-calowego tabletu. Ileż wrażeń tracę, które zapewnić może duży ekran, ileż emocji powoduje już samo przebywanie w kinie, nawet bez popcornu. Z tegorocznych Oscarów kilka filmów już widziałem w streamingu. Bardzo podobał mi się Mank,opisujący w czarno-białych barwach historię życia Hermana J. Mankiewicza, scenarzysty kultowego dzieła Orsona Wellesa pt. Obywatel Kane. Choć Brytyjczyk, Gary Oldman, grający główną rolę, na laury zasługiwał, to jednak Anthony Hopkins je odebrał. Nie na wyspach jakichś, tylko w bliskiej mu Walii.

Czekam na otwarcie kin, gdyż tam właśnie, a nie na byle tablecie, chcę zobaczyć bohatera tegorocznych Oscarów, czyli Nomadland. Wiem już, o czym to jest, wiem, że reżyserka ChloéZhao już jest gwiazdą światowego kina, choć nie z Ameryki pochodzi, a z Chin. Podobnych wrażeń oczekuję po Sound of Metal. Już tuptam nogami, by to artystyczne kino ujrzeć na wielkim ekranie, przekonać się, że cisza może być artystycznie kojąca, a świat ludzi głuchych jest bardziej obfity w barwy życia, niż nam wszystko widzącym i wszystkowiedzącym się wydaje. Uwierzcie mi, pozory to tylko z naszej strony są.

W czasie pandemicznej absencji kultury wiele się zmieniło. Trzeba się było dostosować do wymogów jakże dla naszego świata obcego skrótu DDM. Dezynfekcja, dystans, maseczka. Trudne to było zadanie. I wiele wyrzeczeń kosztowało.

Jak młodzież sytuację opisuje – skrótowo, lecz celnie – daliśmy radę. W Centrum Aktywności Seniora „Kazimierz”, które w czasie pandemii uruchomiliśmy, wiele się działo. Osiemdziesięciolatkowie włodarzom miasta zawdzięczają i rozumieją, że komputer to niekoniecznie jest diabeł wcielony, tylko narzędzie życie ułatwiające. Nie zapomnę tej sytuacji, która wydarzyła się przy Krakowskiej 13 w Klubie Kazimierz. 84-letnia pani Ela wzięła do ręki smartfon z apką Jak dojadę, klikała co trzeba, dowiedziała się, że tramwaj ósemka będzie za 4 minuty na przystanku tuż obok. Bogu dziękowała, że to takie proste, a ona o tym wcześniej nie wiedziała. Śmiało podejrzewam, że gdyby nie Covid, pani Elżbieta lekceważąco traktowałaby komputer. A dziś, nieśmiało podglądam, jak ona śmiga po fejsbukach, a nawet mnie ostatnio zapytała: Panie Dariuszu, czy ja mogłabym swój wokalny talent ujawnić na Tik Toku? Sami przyznajcie, trudne to było dla mnie pytanie. Niemniej odpowiedziałem: Ależ  tak, pani Elu. Z wrodzonej kulturalności nie dopowiedziałem, że wiele zdarzeń i informacji może ją tam zaskoczyć. A nawet zdegustować.

Kończę, bo kijkować iść muszę. Optymistycznie nastawiony i  zaszczepiony. Was czeka majówka, mnie też. W nadchodzącym tygodniu, urlopować będę. Nie obawiajcie się. Zapewniam, że wieści, co tam u mnie słychać, do Was dotrą. Nawet z głębokich, świętokrzyskich lasów.

 

Dariusz Łanocha

 

 

 

Social media
Szukaj...
Skip to content