Z diariusza Pana Dariusza: 07 już się nie zgłosi

Z diariusza Pana Dariusza: 07 już się nie zgłosi

Zamierzałem o czym innym Wam napisać, na króciuteńkim urlopie jestem, w świętokrzyskich lasach, gdzie miał być luz, blues, grillowanie i postszczepionkowe imprezowanie.

Nic z tego nie było. Smutne moje wypoczywanie. W drugim jego dniu, w Radio 357 usłyszałem, że w wieku 77 lat odszedł od nas Bronisław Cieślak. Dla wielu z Was bohater, telewizyjny gwiazdor, wielki aktor,  reporter, dwukadencyjny poseł i Bóg wie, co jeszcze. Czytam o Nim tyle opinii, że aż sam się nie mogę nadziwić „plotkowości” tego wszystkiego, co o Nim dzisiaj w Internecie różni ludzie wypisują.   Szczerze Wam opiszę, jak w moim przypadku było.

Sławka poznałem na początku lat 90-tych. Wiedziałem, kim on jest, choć niespecjalnie fascynowałem się 07 zgłoś się. Dla mnie to było mało wyrafinowane artystycznie kino. On też o tym wiedział, gdyż do końca swych dni miał do siebie stosunek wysoce autoironiczny, jak na wielkich ludzi przystało. Takim był, choćby wtedy, gdy po ustrojowych zmianach zdarzyło się, że stał jako sprzedawca w małym sklepo-kiosku w Domu Turysty w Krakowie. Był bezrobotnym gwiazdorem.

Kiedy dowiedział się, że zawiaduję Klubem Kazimierz przy Krakowskiej 13, zareagował w charakterystyczny dla siebie sposób: Dareczku, przecież, ja na Krakowskiej 13 się wychowałem. Tam moje podwórko, tam mój balkon po lewej stronie, na pierwszym piętrze, tam mój trzepak, tam łobuzowałem. I tak było.

Kiedy więc organizowałem 40-lecie Klubu Kazimierz, zaprosiłem Sławka, dopraszając mu do towarzystwa  Mieczysława Święcickiego, legendę Piwnicy pod Baranami. Starsi Panowie Dwaj swoimi wspominkami rozbawili publikę po pachy.

Kiedy w Klubie Malwa zorganizowałem Salon Malwy, Sławek Cieślak był jego pierwszym bohaterem. Tłum wielbicielek w kwiecie wieku się pojawił, słuchały Go z niemal boskim uwielbieniem. Już wiedział, że choruje, już czuł, że coś się stać może, ale dawał z siebie wszystko. Choć mieszkał już pod Alwernią, kiedy poprosiłem Go o nagranie pozdrowień świątecznych dla sympatyków Krakowskiego Forum Kultury, specjalnie w tej sprawie przyjechał do Krakowa, a już chorował. Co Wam koniecznie muszę napisać: Sławek nigdy nie wziął ode mnie grosza, on o to nie zapytał, on faktur nie znosił, on wiedział od kogo wypada mu brać, a od kogo nie. Takim był też przez dwie kadencje jako poseł SLD, a wtedy spędziliśmy ze sobą 8 lat, siedząc pokój w pokój przy Alei Słowackiego 48, takim był w czasach wzajemnej współpracy we władzach Małopolskiego Oddziału  Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, bo – co warto podkreślać – Sławek był zawsze i czuł się dziennikarzem, a to przypisywane mu często wielkie aktorstwo było dlań samego olbrzymim zaskoczeniem i psychicznym obciążeniem.  Denerwowało Go i bawiło porównywanie z Bondem, z Colombo, gdyż role Borewicza i Malanowskiego (a w tym serialu Polsatu nagrał kilkaset odcinków!) były tylko zdarzeniami życiowymi, które reżyser Krzysztof Kieślowski nazwał przypadkami w cyklu swoich filmów.

Sławek Cieślak to był swojski, mądry człowiek, nie gwiazdor, i dlatego tak wielu ludzi Go lubiło, niezależnie od tego, po której stronie politycznej  barykady stali. W czasie ostatnich rozmów telefonicznych nieustannie zapraszał mnie z rodziną do swojej wiejskiej przystani. Nie dotarłem i pluć sobie w brodę z tego powodu tylko mogę. Nie zawiodę Go podczas poniedziałkowego pogrzebu.

Wracam bowiem do Krakowa, do wielkiego świata z świętokrzyskiej leśnej głuszy, w której największym problemem jest znalezienie zasięgu, celem nawiązania kontaktu z nowoczesną cywilizacją. Co ja się tu nakombinować muszę, aby zasięg złapać. Wieszam komórkę po różnych krzakach, wieszam na drzewach, różne operacje wykonuję, by komórka nie ucierpiała podczas deszczów, a zasięg miała. Uśmialibyście się, dowiadując się, jakie tu trzeba kombinacje zasięgowe wykonywać. Nie czują tych problemów starsi współmieszkańcy kilku okolicznych chałup, którzy komputerów nie mają, o świecie mało chcą wiedzieć. Bo jest też taka Polska i trzeba ją szanować i rozumieć.

Kończę, gdyż czeka mnie logistyczna operacja dostarczenia tekstu dla Was. Jeżeli do Was dotrze, dziękujmy Panu Markowi. Obiecał wysłać w czwartek rano, z Kielc, z Żabki, którą prowadzi.

 

Dariusz Łanocha

 

Social media
Szukaj...
Skip to content